Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 268 205 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kolejna granica moralności i okrucieństwa przekroczona...

środa, 28 marca 2012 19:45

Chiny...
Obecnie najdynamiczniej rozwijająca się gospodarka świata, wykupująca całe mnóstwo biznesów, nieruchomości i zawierająca najdziwniejsze sojusze i pakty. Przykładem na możliwości Chin niech będzie ich niedawna propozycja wykupu sporej części greckiego długu w zamian za długoterminowe objęcie w posiadanie... portu Pireus(!) - jeden z symboli starożytnej Grecji!
Cóż, oczywiście Chiny potrafią zaskakiwać. Zarówno pozytywnie (konstytucyjna drzemka w pracy) jak i negatywnie, czego przykładem może być poniższe okrucieństwo.
Otóż już od pekińskiej olimpiady (2008r.) w Chinach można dostać niewielkie breloczki z żywymi zwierzętami!
Drobne żółwie i rybki można zakupić na straganach rozstawianych przy stacjach kolejowych i metra w całym kraju. Zwierzęta zanurzone są w wodzie zawierającej substancje odżywcze pozwalające przeżyć im od czterech do dziewięciu tygodni. A potem idąc do pracy kupujemy nową "zabawkę". Może będą już nowości w postaci tych ładnych, kolorowych żabek z Amazonii??
Co na to prawo? Chińskie chroni tylko zwierzęta dzikie, z hodowlanymi można robić właściwie wszystko. A prawa międzynarodowe Chiny mają w głębokim poważaniu.
Ciekawe jakby zamknąć "producentów" i pomysłodawców takiego gadżetu w plastikowym woreczku z wystarczającą ilością powietrza na parę tygodni? Co prawda przyczepić ich do kluczy byłoby ciężko, ale sądzę, że samo zamknięcie i perspektywa końca za kilkanaście dni byłaby wystarczająca.
Z drugiej strony jest też zapotrzebowanie. Bo gdyby ludzie nie kupowali tej "ozdoby" to nikt by jej nie produkował! Więc niestety ludzkość nie może obwiniać jedynie garstki kapitalistów dostarczających to, czego chcą wielo milionowe czy wręcz miliardowe masy, ale również samych siebie.

A żądza pieniądza nie po raz pierwszy jest silniejsza od moralności i przez to powstają takie "zabawki" jak ta poniżej:

(zdjęcie pochodzi z serwisu gazeta.pl)

Niestety, Chiny stają się potęgą większą niż reszta mocarstw, ze Stanami Zjednoczonymi i Rosją na czele, a to pozwala im na o wiele więcej niż tylko zerwanie kontraktu na budowę autostrady z Łodzi do Warszawy. Co gorsza, w tym tempie w ciągu góra stu pięćdziesięciu lat będziemy mówić po chińsku. Już teraz co czwarty mieszkaniec tej planety wita się słowami "早安";)

A będzie ich więcej...

 

PS. A pomyśleć, że uważałem kiedyś hodowanie i zabijanie zwierząt dla skór za okrucieństwo. To jak nazwać to?!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Większa wydajność w pracy

poniedziałek, 26 marca 2012 15:09

Kto z nas by nie chciał pracować wydajniej ku pokrzepieniu kieszeni prezesa i dziury budżetowej? Chyba każdy, a zwłaszcza pracodawcy;-(
Sztuczki jak kawa czy herbata, a także klimatyzacja, muzyka z radia w tle czy szkolenia podnoszące kwalifikacje (i obniżające zdolności wątroby) są dobrze znane tak psychologom jak i osobom odpowiedzialnym za wydajność kadr. Ale to nie są wszystkie sposoby na zwiększenie wydajności pracowników. Dzisiaj wspomnę dwa, dość kontrowersyjne, pomysły na większą wydajność za biurkiem.
Pierwszy z nich jest prozaiczny i przez część luzi praktykowany. Niestety, jest również bardzo negatywnie odbierany przez przełożonych. Mowa oczywiście o drzemce.
w magazynie "Nature Neuroscience" naukowcy z Harvardu stwierdzili, że osoby, które przedrzemały sobie godzinkę pomiędzy 14 a 16 wyostrzyli zmęczone zmysły. Mózg wypoczął i badani z wiekszą ochotą i motywacją wzięli się do pracy osiągając lepsze wyniki (aż o 35%!) od osób, którym drzemki odmówiono...
Oprócz zwiększonej wydajności, już dwa lata temu na łamach "Archives of Internal Medicine" naukowcy stwierdzili, że przespanie godzinki w ciągu dnia zmniejsza ryzyko zawału.
Francuzi już w 2007 roku zachęcali do drzemania w pracy, wydając aż 7 milionów € na promocję tego typu zachowań, mimo relatywnie krótszego tygodnia pracy (wynoszącego zaledwie 35 godzin).
Biorąc pod uwagę, że w samych Stanach Zjednoczonych przemęczenie pracowników kosztuje rocznie ponad 150 miliardów dolarów, pomysł drzemki 20-30 minutowej wydaje się być rozsądnym rozwiązaniem. Wiedzą o tym włodarze najszybciej rozwijającej się obecnie gospodarki na świecie - Chin - gdzie prawo do drzemki pracowniczej jest wpisane w konstytucję!

Drugi pomysł na zwiększanie wydajności też już jest praktykowany przez niektórych pracowników, ale również i szefów. Ale mimo to, nadal wiele osób go krytykuje. Chodzi mianowicie o.... romans w miejscu pracy!
O romansach biurowych wspomninano wielokrotnie w różnego rodzaju publikacjach, ale o wpływie na pracę niewiele się mówi, a czasami wręcz mówi się negatywnie - o parach wymykających się do magazynków czy schowków na miotły na "małe co nieco" a stos papierów rośnie. Jednakże i tutaj, gdy umysł odpoczywa, a poziom adrenaliny skacze (bo ktoś może przyłapać baraszkującą parkę) to po wszystkim jest się bardziej odprężonym. Tym bardziej, że jak podkreślają seksuolodzy, romans w pracy zazwyczaj dotyka osoby o różnych stanowiskach w hierarchii firmy - przez co zwiększona wydajność po "szybkich numerkach" staje się wytłumaczeniem awansu.
Oczywiście, romans biurowy ma swoje negatywne cechy: niewątpliwie potrafi namieszać w życiu publicznym jeśli jedna ze stron funkcjonuje w stałym związku. Również rozstanie może oznaczać konieczność porzucenia miejsca pracy.
Mimo wszystko, jak pokazują wyniki przeprowadzanych przez seksuologów ankiet, póki romans się rozwija, wpływa on pozytywnie na morale i efektywność służbową osób romansujących. A ponieważ większość uniesień biurowych ma miejsce przy okazji nadgodzin (brak kolejki do schowka na miotły;-)) to nie jest to nasz czas "bazowy" pracy. I jaki plus - szef płaci nam 200% za seks;-) Nie należy też zapomnieć, że aby czuć się całkowicie uwolnionym od naszej pracy podczas uniesienia z kochankiem, staramy się wykonać nasze obowiązki jak najszybciej.

Więc sposoby są dwa... Z którego skorzystacie? A może z obu?

PS. Tak w nawiązaniu do romansu biurowego przypomniał mi się ten dowcip:
Młoda dziewczyna stara się o pracę sekretarki. Na rozmowie z szefen firmy wszystko szło dobrze do momentu, gdy szef podał wymaganie:
-O 12:00 jest godzina sexualna.
Dziewczyna pomyślała: o pracę dzisiaj trudno, mąż się nie dowie, czemu nie.
Pierwszego dnia pracy o godzinie 12:00 nowa sekretarka zamyka biuro, rozbiera się i wchodzi naga do biura szefa. Na to szef:
- Co pani robi?!
- No o 12 jest godzina sexualna, więc się przygotowałam.
- W godzinie sexualnej to ja pieprze wszystkie sprawy i interesantów.
Ten szef musi mieć bardzo udane życie seksualne - codziennie godzinka w pracy, a później jeszcze w domu...


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Nie CV, nie referencje, ale...

środa, 21 marca 2012 20:38

Każdy z nas uczestniczył w jakiejś rekrutacji. Czy była to praca sezonowa czy może zawodowa, wiele takich okazji było.

Zazwyczaj procedura jest ta sama: wysyłamy CV, list motywacyjny, na rozmowie stawiamy się z plikiem referenicji i zaświadczeń, dyplomów etc, od 30 do 90 minut pogaduszki przy kawie i dostajemy (albo i nie) pracę.
Nie od dzisiaj wiadomo, że pracodwacy, zwłaszcza rekrutujący na poważniejsze stanowiska niż telemarketer, przeszukują globalną sieć w poszukiwaniu naszych grzeszków i "ciemnej strony" naszych charakterków. Taką kopalnią wiedzy jest zwłaszcza, obecnie najpopularniejszy, na świecie serwis społecznościowy: Facebook.
Jak nasz profil na Facebook'u może wpłynąć na naszą karierę pokazują dwa poniższe filmiki (niestety po angielsku):

<tu jak widać nie poszczęściło się naszemu kandydatowi>

<tutaj "żartobliwy" profil na FB i sprytne tłumaczenie kandydata dało upragniony etat>

No jak widać, trzeba uważać co się wrzuca na "fejsa". Żadna nowość w sumie - wszyscy wiedzą, że coś wrzucone raz w sieć już z niej nie znika...

Ale jak informują zachodnie gazety, pracodawcy nie tylko sprawdzają nasz profil w sieciach społecznościowych. W Stanach Zjednoczonych coraz częściej kandydaci do pracy są proszeni o podanie...

loginu i hasła do swojego profilu!

A jak wiadomo, obecnie na świecie obowiązuje "rynek pracodawców", ustalających swoje warunki, więc niewiele osób może sobie pozwolić na odmowę udzielenia takiej informacji!

A pracodawcy uzyskują w ten sposób dostęp do informacji przeznaczonych wyłącznie dla znajomych lub, co gorsza, do naszych prywatnych rozmów! Pomijając już samych kandydatów, ale to również jest szafowanie danymi osobymi i prywatnymi informacjami innych ludzi - czyli naszych rozmówców!
O złamaniu tajemnicy korespondencji już nawet nie wspomnę.

Jak to podsumował Orin Kerr, były prokurator federalny, a obecnie profesor Uniwersytetu Jerzego Waszyngtona: "To jak żądać od kogoś kluczy do jego mieszkania. To rażące naruszenie prywatności."

Cóż, ja bym odmówił. A całą sprawę bym zgłosił do odpowiedniego organu ściagania. Choć u Wuja Sama w tych żądaniach przodują właśnie agencje państwowe i służby policyjne (sic!).

Tak czy inaczej - to co widać na profilu to proszę bardzo. To czego nie widać, a tym bardziej moje rozmowy z innymi ludźmi to moja i moich rozmówców sprawa. Pracodawcom wara od tego!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

"Przyszłość" narodu

wtorek, 20 marca 2012 20:40

Z przykrością stwierdzam, że w naprawdę czarnych barwach widzę naszą przyszłość jeśli mają ją budować ludzie potocznie określani "młodzieżą".

Już wyjaśniam o co chodzi: co jakiś czas biorę udział w różnych konkursach na twarzo-książce i niekiedy mi się udaje też coś wygrać. Ostatnio na jednym z fanpage'ów jest konkurs na najzabawniejszy podpis do zdjęcia. Ot, wysłałem propozycję i dzisiaj czytam że wygrałem książkę i kolejny konkurs się zaczyna...
No to co - radocha;-(
Ale w komentarzach pod tym nowym konkursem (gdzie powinny się znaleźć tylko odpowiedzi do niego!) trafił się i komentarz o treści:
"WTF? jak koleś z tak dennym komenatrzem wygrał poprzedni konkurs kto to wgl. ocenia -.-" (WTF to skrót od "what the f**k").
Z ciekawości spojrzałem na poprzedni wpis, gdzie był rzeczony konkurs i oczywiście znalazłem, że ten sam osobnik też wysłał swoją odpowiedź - i nie wygrał...
Tak dla jasności: i konkurs i cały fanpage nie ma nic wspólnego z polityką czy jakąkolwiek władzą, partią etc. A oprócz odpowiedzi na konkurs rzeczony osobnik wrzucił też drugi tekst, w którym nie mogło zabraknąć nienawistnego komentarza atakującego aktualną władzę.
Jaki był sens tego, nie wiem.
Związku z konkursem też nie widzę.

Generalnie rzecz biorąc, nie wygrywam wszystkich konkursów, w których biorę udział. A wiele z nich polega właśnie na takiej sugestywnej ocenie odpowiedzi przez organizatorów. Mimo to nigdy nie pomyślałem, żeby stwierdzić, że ktoś źle ocenia albo się nie zna, bo nie ja, a ktoś inny wygrał.

Biorąc pod uwagę wspomniany wyżej komentarz polityczny w wątku konkursowym to się łatwo domyśleć którą część sceny politycznej popiera ten "oburzony" uczestnik konkursu. W sumie nie powinno mnie to dziwić, bo przecież w pewnej partii opozycyjnej do rządu jest podejście, że jak się nie myśli jak oni to się źle myśli.
A jeśli już coś tak trywialnego jak konkurs potrafi wywoływać takie reakcje, to czego się można spodziewać w poważniejszej sytuacji?!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Nie masz cwaniaka nad... Szweda?!

poniedziałek, 19 marca 2012 23:29

Coś się nam nie zgadza w tym tytule, prawda?

No cóż, jak się okazuje, warszawiacy jedynie protestowali przeciwko ACTA i ewentualnie blokowali strony rządowe. Twórcy najsłynniejszej storny pirackiej The Pirate Bay, słynniejszej nawet niż zamknięte niedawno z hukiem Megaupload, wymyślili sposób jak obejść restrykcje związane z ACTA...
Osobiście nie sądzę, żeby one ich dotknęły - bo w końcu przez tyle lat unikali "sprawiedliwości" i procesów, że w sumie kolejny papier niewiele zmieni...

Ale cóż, skoro jest problem, trzeba rozwiązania. Koniec z umieszczaniem serwerów w Korei Północnej czy Chinach. Przenieśmy je w przestrzeń powietrzną!

Tak, dokładnie - serwery pójdą w powietrze!

Jednak nie jakby chcieli obrońcy praw autorskich (czyli z hukiem), ale delikatnie, na nowoczesnych dronach, bezałogowych maszynach, unoszących się kilka kilometrów nad powierzchnią planety. Kontrolować je będzie GPS (amerykański system - pewnie wtedy pojawią się testy jak te drony posłać w stronę lądu bez wysuniętego podwozia), a łącza internetowe zapewni łączność radiowa.

Radiowy net to żadna nowość, ale ten ma zapewniać transfer 100 Mbitów/sec do wysokości 50km! WOW!

Nowy pomysł nazwano Low Orbit Server Stations (LOSS) - serwery na niskiej orbicie. A zestrzelenie tych serwerów, co ma być jedynym sposobem na ich "zamknięcie", będzie oznaczało akt wojny...

Z drugiej strony zastanawiam się czy nie taniej byłaby barka na pasie wód międzynarodowych - zatopienie jej przez jakiekolwiek państwo oznaczałoby też akt wojny. Taniej i szybciej no i można się bezpośrednio wpiąć (po piracku - nielegalnie) w kabel transtlantycki;-)

Przemyślcie to, drodzy piraci z zatoki;-(


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

wtorek, 26 września 2017

Licznik odwiedzin:  985 195  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

Młody (coraz mniej), ambitny (coraz więcej) człowiek z własnymi poglądami. Nie korzystam z jednego źródła, nie ufam bezwarunkowo tylko jednej stronie, w każdej sytuacji staram się patrzeć na...

więcej...

Młody (coraz mniej), ambitny (coraz więcej) człowiek z własnymi poglądami. Nie korzystam z jednego źródła, nie ufam bezwarunkowo tylko jednej stronie, w każdej sytuacji staram się patrzeć na punkt widzenia innych i na tym opieram swoją opinię.
Czasem bezkompromisowo, czasem łagodnie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 985195

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Film

Pytamy.pl