Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 550 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Czas na Polowanie

niedziela, 24 marca 2013 9:51

Kino skandynawskie zawsze było specyficzne. Jednak to właśnie je odróżnia od prostolinijnego kina amerykańskiego czy przesadnie ambitnego kina francuskiego. W Skandynawii poruszają poważne i ważne tematy i w dodatku robią to w taki sposób, że świat to akceptuje. W Polsce film "Pokłosie" został totalnie zjechany za ruszanie niewygodnego epizodu w historii Polaków. Na północy pod tym względem są bardziej cywilizowani.

 

Nie inaczej jest z "Polowaniem" w reżyserii Thomasa Vinterberga. Duński reżyser i scenarzysta za razem dotknął bardzo ważnej społecznie kwestii jaką jest pedofilia i molestowanie seksualne nieletnich. Dziecko w małej, duńskiej miejscowości zmyśliło i powiedziało coś, co wywołało lawinę oskarżeń wobec Lucasa, głównego bohatera, granego przez Madsa Mikkelsena (znanego z roli czarnego charakteru w "Casino Royal"). Tutaj będąc nieśmiałym nauczycielem na prowincji zostaje oskarżony o pedofilię. Zamyka się w sobie, pozostawia sprawy własnemu biegowi, a lokalna społeczność, w której wszyscy się znają i w której zaledwie tydzień z Lucasem pili piwo i zapraszali go na obiad, nagle obraca się całkowicie przeciw niemu. Reakcje są różne, od totalnego ignorowania oskarżonego aż po przemoc fizyczną wobec niego. Atmosfera nienawiści narastała. I to nawet po tym jak policja i sąd stwierdzili, że facet jest niewinny.

 

Smaczku całemu filmowi nadaje fakt, że główny bohater rzekomo molestował córkę swojego najlepszego, wieloletniego przyjaciela. Sprawa rozwija się, a sam film skupia się na reakcji społeczeństwa. Ujawnia również błędy systemu, które zamiast zapobiegać powstawaniu problemów nawarstwia je. Podobnie jak z reakcją dorosłych na całą historię 7-latki, reakcja, która zamiast stać się bezstronną chęcią dojścia do prawdy staje się dążeniem do potwierdzenia swoich podejrzeń. Całość jest okraszona klimatem późnej, skandynawskiej jesieni i zimy, wsparta symboliczny wymiarem kolacji wigilijnej.

 

Gra aktorska jest dopasowana do ról, znalazł się tam nawet polski akcent... Usłyszeć swojskie "cholera" w trakcie gadki po duńsku jest naprawdę miłe. Przez cały film odkrywamy, że powoli stajemy się częścią tej społeczności, mimo, że od samego początku scenariusz twierdzi, że główny bohater jest niewinny.

 

A mimo to, wszyscy mamy świadomość, że tego typu sytuacja może dotknąć praktycznie każdego. I podobnie jak wpisałem przy kwestii gwałtu, przy sprawach o pedofilii dochodzi jeszcze efekt jakim jest dziecięca wyobraźnia i chęć bezspornego wierzenia dziecku. Jednak w filmie pada bardzo ważne zdanie mówiące o społecznym przekonaniu, że dzieci nie kłamią, a tak wcale nie jest.

 

Całość filmu pokazuje bardzo ważny problem. Kto wie czy w najbliższych latach ten problem nie będzie najważniejszym. O ile 7-latka sprawia to wszystko przypadkiem, w związku ze swoją dziecięcą naiwnością, o tyle (jak ukazano w brytyjskim serialu "Skins") w późniejszym okresie nastolatek może takie oskarżenie rzucić z premedytacją, dla osiągnięcia własnych korzyści. I to może być naprawdę kłopot dla przyszłych pokoleń.

 

Tak czy inaczej - warto obejrzeć "Polowanie". Film wciąga, a my jesteśmy ciekawi co stanie się dalej. Również na samym końcu, gdy czekamy na podjecie decyzji przez jednego z mieszkańców...


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Teoria spisku

wtorek, 19 marca 2013 23:27

Kto z nas nie pamięta filmu z 1997 roku pod tytułem "Teoria spisku"? Kreacja Mela Gibsona grającego taksówkarza mającego problemy psychiczne i wszędzie wietrzącego spiski jest naprawdę świetna, a sam film ma praktycznie doskonałą fabułę.

            Nie będzie zaskoczeniem jak powiem, że istnieją na świecie ludzie o takich poglądach. Ludzie wszędzie widzący spiski, knowania, zakulisowe działania i to w dodatku skierowane przeciwko nim.

A co będzie gdy grupy takich ludzi zaczną się organizować? Należy współczuć istniejącemu rządowi...

 

Tak właśnie stało się w Polsce. O ile jeszcze jestem w stanie uwierzyć, że niektórzy nie wierzą w całkowity przypadek w wypadku Smoleńskim, o tyle to co przeczytałem wczoraj popołudniu sprawia, że włos jeży mi się na głowie (na to też jest rozwiązanie: ogolić się na łyso - nie będzie się miało co jeżyć;)).

 

Otóż (posiłkując się artykułem gazeta.pl) grupa sympatyków pewnej gazety wydawanej w Polsce postanowiła się wybrać na zorganizowaną wycieczkę na Węgry by spotkać się z ludźmi myślącymi podobnie. Wynajęli sobie pociąg specjalni i pojechali.

Węgry powitały ich śniegiem, mrozem i lodem. Cóż, zapewne wycieczka chciała pokazać, że na lud nie ma siły, ale lód się im postawił ;)

Tak czy inaczej imprezkę w Budapeszcie odwołano, podstawiono nową, węgierską lokomotywę (czas pracy maszynistów jest równie rygorystyczny jak czas pracy zawodowych kierowców czy też pilotów) i pociąg miał ruszyć w drogę powrotną nad naszą ukochaną Wisłę.

"Stoi na stacji lokomotywa,
Ciężka, ogromna i pot z niej spływa -
Tłusta oliwa.
Stoi i sapie, dyszy i dmucha,
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha:
Buch - jak gorąco!
Uch - jak gorąco!
Puff - jak gorąco!
Uff - jak gorąco!
Już ledwo sapie, już ledwo zipie(..)"*

No i przestała sapać i zipać, i się rozkraczyła. Ot po prostu - awaria. Oczekiwanie na nową wywołało spóźnienie liczące lekko ponad 6 godzin.

 

Co zrobili uczestnicy wycieczki? Na szczęście nic fizycznie, jednak bezproblemowo stwierdzili, że PKP specjalnie działało na ich szkodę, narażało ich zdrowie i bezpieczeństwo, Ryszard Kapuściński stwierdził że "Po rusku jest napisane jeszcze na tych wagonach. To są wagony, które mają po 40 lat." I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej - krótko mówiąc: PKP chce zabić parę osób podstawiając stare wagony.

Nie wiem co wiek wagonów ma do zepsutej lokomotywy bratniego narodu węgierskiego, naprawdę, ale czy ja się znam?

A w dodatku mając dostęp do informacji z pierwszej ręki (ponad 15 osób w różnych regionach Węgier) wiem, że sytuacja była znacznie bardziej dramatyczna: ludzie byli ewakuowani z samochodów, które utknęły na drogach międzymiastowych, w niektórych regionach wręcz wprowadzono całkowity zakaz ruchu pojazdów, które i tak nie były w stanie przejechać przez zaspy na parkingach czy podjazdach. Czas oczekiwania na możliwość poruszenia się w niektórych miejscach wynosił grubo ponad 48 godzin! A sympatycy pewnej gazety (pewnie już się domyślacie której) narzekają na 6 godzin spóźnienia...

 

No i druga kwestia, ruskich napisów... Z Polski jeżdżą pociągi na Ukrainę, Białoruś i do Rosji. Czy więc jest czymś dziwnym, że napisy są również po rosyjsku? A nie, przepraszam. Rosja to wróg, należy go tępić. W końcu po co ułatwiać Rosjanom odczytanie który wagon jest sypialny a który nie. To wiadomość o strategicznym znaczeniu i powinna stanowić tajemnicę PKP, a najlepiej państwową!!

 

Jak pewnie się domyślacie, chodzi o sympatyków prawicy. Sympatyków "Gazety Polskiej". Ryszard Kapuściński jest szefem klubów Gazety Polskiej (cokolwiek to znaczy).

A teraz pytanie: dlaczego lokomotywa się zepsuła? Dlaczego na Węgrzech przyszła zima?

Ja myślę, że to wina Tuska. To raczej na pewno wina Tuska!

Jeszcze trochę a usłyszymy, że Holocaust był "winą Tuska, dziadka Tuska".

 

I teraz drobny apel: Ludzie! (eufenizm?) Opanujcie się! Na wasze życie nikt nie nastaje! PKP to zwykła firma, która jest po prostu nieumiejętnie zarządzana i stąd jeździmy starymi składami! Takim samym starym wagonem jechałem w ubiegłym roku po Polsce! I nie uważam, żeby ktoś nastawał na moje życie...

 

A jak się nie podoba - kupcie swoje pociągi i nimi się przemieszczajcie. Choć wtedy pewnie usłyszymy, że PKP specjalnie powyginało szyny, żeby pociąg spowolnić albo wykoleić.

 

Czy to przymusowe leczenie psychiatryczne jest takim złym pomysłem? Powoli przestaję mieć wątpliwości...

 

 

* Julian Tuwim - "Lokomotywa"


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Winny-niewinny

środa, 06 marca 2013 17:01

Tak sobie czytam różne artykuły, również dotyczące bieżących spraw karnych i co mi się rzuca w oczy to totalna dykryminacja mężczyzn w pewnej kwestii. Chodzi mi mianowicie o (niestety) popularne przestępstwo gwałtu.

Na początek źródło dzisiejszych przemyśleń (za gazeta.pl):
"Prokuratura Rejonowa w Lublinie oskarżyła o 36-letniego Mariusza W. o gwałt na kobiecie, którą poznał na portalu randkowym. Miał jej powiedzieć, że to kara za to, że flirtuje w internecie z mężczyznami, ale nie chce się z nimi umawiać.
Mariusz W. siedzi w areszcie tymczasowym od połowy grudnia. Jeśli sąd się zgodzi, wyjdzie z celi za tydzień.
Na razie jednak lubelska prokuratura oskarżyła 36-letniego mężczyznę o to, że wywiózł za miasto i zgwałcił 20-letnią kobietę.
(...)
Następnego dnia 20-latka zawiadomiła policję, ale funkcjonariusze dopiero po kilku dniach trafili na ślad Mariusza W. Na przesłuchaniu wyparł się gwałtu. Twierdził, że do wszystkiego doszło za obopólną zgodą.

Jego sprawą zajmie się sąd w Świdniku. Grozi mu od dwóch do 12 lat więzienia."

Nie popieram gwałtów, nie jestem zwolennikiem unikania odpowiedzialności za własne czyny, jednak do cholery jest słowo przeciwko słowu i gościa zamknęli!
Dlaczego uważam to za niesprawiedliwe? Ponieważ zimą 2010 roku w województwie lubuskim (źródło: gazeta.pl) zgłoszono tuzin gwałtów z czego w aż siedmiu przypadkach okazało się, że ofiary zmyślały i kłamały, a żadnego gwałtu nie było! 7/12 czyli prawie 60%! Powodami kłamstwa były wtedy różne problemy osobiste, włącznie ze szkolnymi problemami 16-latki...
A wystarczy jedno zdanie, że zgwałcił i koniec. Gość w areszcie, zarzuty postawione i przed sądem, w kraju gdzie konstytucjonalnie jest wpisane domniemanie niewinności gość będzie udowadniać, że nie doszło do gwałtu, a do seksu za obopólną zgodną. Problem w tym, że dowodów w zasadzie nie ma - byli za miastem, sami. Są jej słowa i jego słowa.

Najlepsze jest to, że mężczyźni nie mogą się bronić przed fałszywymi oskarżeniami, bo wykonanie nagrania aktu seksualnego bez wiedzy i zgody partnerki również jest zagrożone więzieniem!

Więc w jaki sposób się bronić? W jaki sposób jest wypełniana Konstytucja RP, która jest dokumentem nadrzędnym, gwaratnującym wolność w Polsce? A wystarczy zdanie kobiety "on mnie zgwałcił" by prokuratura podtarła się konstytucją i zamknęła gościa.

Z drugiej strony, skoro wciąż włamywacz jest chroniony prawem znacznie bardziej niż zaskoczona we własnym domu ofiara to co się dziwić? Problem w tym, że cierpią czasami niewinni ludzie. Ludzie, którzy de facto nie zrobili niczego niewłaściwego.

Nie twierdzę, że oskarżony Mariusz W. jest niewinny i nie zgwałcił 20-latki. Ale czy paradoksem nie jest, że słowo ofiary w przypadku gwałtu wystarcza, w przypadku każdego innego przestępstwa nie? I tu jest pies pogrzebany...


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Nietypowe pytania.... rekrutacyjne

piątek, 01 marca 2013 13:48

Rekrtuacje...

Kto z nas nie zna tego tematu?
Kto z nas przez to nie przechodził?
Przed każdą rozmową przygotowujemy się, oczekując "trudnych" pytań jak te dotyczące naszych oczekiwań co do zarobków, przyszłej kariery, planów rodzinnych czy czasami wręcz o naszych preferencjach seksualnych.
Jednak co byście zrobili dostając jedno z poniższych, najdziwniejszych pytań rekrtutacyjnych jakie padły na rozmowach kwalifikacyjnych? Ja bym chyba typowego "karpia" na twarzy dostał. Choć może nie chodzi o samo pytanie, a o zimnokrwiste podejście i udzielenie po prostu konkretnej odpowiedzi? By pokazać, że nic nas nie zaskoczy?
Ja nie wiem, sami oceńcie...

Firma ubezpieczeniowa Rain Rain and Hail Insurance zadawała kandydatom pytanie "Gdybyś był superbohaterem, którego byś wybrał?" - ciekawe jakby zareagowali na odpowiedź w stylu Czarodziejka z Księżyca ;)
Niektóre zadania są bardzo kreatywne, jednak równocześnie bardzo ogólne, tak jak pytanie zadane przez pewną agencję marketingową: "Zabawiaj mnie przez 5 minut - ja będę milczeć". Tu pewnie liczy się też szczęście czy się trafi z pomysłem w gust rekrutującego. No chyba że kandydująca kobieta by zrobiła dla rekrutującego mężczyzny striptiz - to zawsze działa;)
Instytut Gallupa zapytał: "O czym myślisz, gdy jesteś sam w samochodzie?". Chyba wypadałoby powiedzieć, że w drodze do biura myślę co powinienem dzisiaj zrobić, a w drodze z biura myślę o tym jak mogłem swoje obowiązki wykonać lepiej...
"Ile piłek golfowych jest potrzebnych, aby wypełnić autobus?" - jakiekolwiek to miejsce pracy, pytanie po prostu wbija w fotel...
Komputerowy gigant - DELL - zapytowywuje: "Jaka piosenka najlepiej oddaje twoje nastawienie do pracy?". Sądzę, że odpowiadając "Lauren Wolf i jego utwór "No stress" zaczynający się od słów "I don't want to work today" <nie chce mi się dzisiaj pracować> " nie jest zbyt oczekiwany przez rekruterów. Może "We are the champions" Queen byłby bardziej na miejscu?
Inżynierzy budowlani też nie mają łatwo. W końcu postawić budynek jest znacznie prościej niż odpowiedzieć na pytanie rekrutera z Clark Construction Group: "Wyobraź sobie, że właśnie teraz do pokoju wchodzi pingwin w sombrero. Co powie po wejściu i dlaczego tu jest?"
Jiffy Software - firma z branży IT - bardzo dba o dobra firmy pytając: "Czy kiedykolwiek ukradłeś długopis z pracy?" Nie sądzę, żeby przyznający się do "zwinięcia" długopisu otrzymałby stanowisko.
"Czy Twoja średnia ze studiów odzwierciedla Twój rzeczywisty potencjał?" - na to pytanie można odpowiedzieć jedynie, że średnia jest znacznie zaniżona. A jeśli średnia to 5.0 to odpowiadamy, że nadal jest zaniżona, ponieważ skończyła się skala ocen;)
Przyszłego analityka z firmy Deloitte zapytano: "Czy Mahatma Gandhi byłby dobrym inżynierem oprogramowania?" Ciekawe co chcieli się dowiedzieć z odpowiedzi na to pytanie.
"Wolałbyś być najlepszym pracownikiem w grupie, ale najmniej lubianym, czy 15. z kolei, ale lubianym przez wszystkich?"- pytanie od firmy zajmującej się kadrami. Ustalamy priorytety pracownika, panie rekruterze?
"Wyobraź sobie, że Jeff Bezos wchodzi do twojego biura i oferuje Ci milion dolarów na realizację twojego biznesu. Na co przeznaczyłbyś tę kwotę?" - czyli sprzedaj dochodowy pomysł rekruterowi z Amazon.com ;)
Ale trzeba przyznać, że Amazon jest też zainteresowany pomocą humanitarną, bowiem pyta kandydatów "Jak zwalczyłbyś głód na świecie?".
"Pokój, biurko, samochód - co sprzątasz najpierw?" - hmmm, to co jest brudne?
Znana firma Ernst & Young pyta kandydatów "Czy życie Cię fascynuje?". Oj tak, jak najbardziej :),
"Podaj pięć zastosowań zszywacza poza zszywaniem kartek" - widocznie jest to przydatna wiedza na stanowisko analityka biznesowego w EvaluServe...
Łamigłówki na rozmowach to żadna nowość. Również dla project managera z firmy Epic Systems, którego zapytano: "Masz bukiet kwiatów. Wszystkie poza dwoma kwiatami to róże, wszystkie poza dwoma to stokrotki i wszystkie poza dwoma to tulipany. Ile kwiatów jest w bukiecie?". Natomiast inżyniera w firmie Qualcomm zapytano: "Dostajesz 20 żarówek, które tłuką się na pewnej wysokości. Jak ustalisz, na którym piętrze 100-piętrowego budynku żarówki się potłuką?". Na pierwsze znam odpowiedź, na drugie niestety nie:(
"Ile samolotów leci w tej chwili nad Kansas?" - tu wystarczy podać dowolną, realną liczbę. W końcu czy rekruter z Best Buy to sprawdzi?
"Gdybyś był programem Microsoftu, który byś wybrał?" - pytanie na rozmowie o pracę jako specjalista od reklamy internetowej w firmie Summit Racing Equipment. Może odpowiedzieć, że nie jest się na sprzedaż czyli żadnym?;)
"Co myślisz o tych pajacach zasiadających w Kongresie?" - pytamy o politykę czy może o podejście kandydata do wyższych władz? W końcu zarząd firmy to coś jak kongres dla obywatela.
"Oceń mnie jako rekrutera w skali od 1 do 10." - pytanie eliminujące wazeliniarzy i wiecznych narzekaczy. Można też powiedzieć, że ocena zależy od wyniku rekrutacji, ale to raczej nie wpłynie pozytywnie na ocenę naszej kandydatury.

I co sądzicie o tych 20 pytaniach? Spodziewalibyście się takich pytań? I jak byście odpowiedzieli na nie w stresie towarzyszącym rekrutacji?


Podziel się
oceń
5
4

komentarze (26) | dodaj komentarz

czwartek, 22 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  980 237  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O moim bloogu

Młody (coraz mniej), ambitny (coraz więcej) człowiek z własnymi poglądami. Nie korzystam z jednego źródła, nie ufam bezwarunkowo tylko jednej stronie, w każdej sytuacji staram się patrzeć na...

więcej...

Młody (coraz mniej), ambitny (coraz więcej) człowiek z własnymi poglądami. Nie korzystam z jednego źródła, nie ufam bezwarunkowo tylko jednej stronie, w każdej sytuacji staram się patrzeć na punkt widzenia innych i na tym opieram swoją opinię.
Czasem bezkompromisowo, czasem łagodnie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 980237

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl