Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 268 205 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Facebook to potęga

piątek, 28 marca 2014 4:51

Ostatnio zdarzyło mi się w pewien piątek zawierać polisę ubezpieczeniową przez internet. Jednak niestety z jakiegoś powodu w umowie system wbił pod dwa różne numery PESEL tą samą osobę. Nie, nie był to mój błąd, bo przy wypełnieniu formularzy ponownie wyszło dokładnie to samo.

Ponieważ umowę było trzeba zawrzeć od razu, to zaakceptowałem ten fakt licząc, że po weekendzie zadzwonię i naprostuję sprawę. W końcu to tylko jedno imię.

Umowa zawarta, opłacona, w poniedziałek dzwonię. Po wybraniu opcji "obsługa polisy" posłuchałem 30 minut muzyczki i się połączenie zakończyło. I tak jeszcze dwa razy.

No nic, stwierdziłem, że może oni do mnie zadzwonią. Ze strony internetowej wybrałem opcję "zamów rozmowę", temat: "obsługa polisy", wybrałem godziny z podanych zakresów, nr telefonu i wysłałem zamówienie. W poniedziałek. We wtorek. I w środę też. Jak się można domyślać, połączenia się nie doczekałem. Inni dzwonili do mnie, więc telefon mi działał.

W nocy ze środy na czwartek napisałem na profilu firmy na fejsiku, że dodzwonić się do nich nie sposób. W komentarzu poprosili o wiadomość prywatną ze szczegółami. Gdy tam podałem swój telefon to już o godzinie 11:00 miałem telefon z pytaniem gdzie jest problem. Cała rozmowa trwała dwie minuty, pół godziny później otrzymałem dokumenty z poprawionymi danymi.

 

Tak więc prawdą jest, że jak nie masz Facebooka to nie istniejesz. Dobrze, że w naszych urzędach wciąż się załatwia sprawy tradycyjnie, przy pomocy czekoldaek, kopert i znajomości z dyrektorem ;)


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

"Ja" czy "Polska"?

środa, 26 marca 2014 3:44

Ponieważ dzisiejszej nocy w blogosferze poświęconej generalnie szeroko pojętym finansom natrafiłęm na dwa wpisy dotyczące potencjalnych rozwiązań związanych z potencjalnym konfliktem zbrojnym z mateczką Rosją, a także sporo komentarzy atakujących autorów związanych z tematem patriotyzmu etc, postanowiłem wtrącić swoje trzy grosze.

 

Zacznijmy od tego jak konflikt mógłby wyglądać: w ciągu kilku dni polska armia by została zmieciona przez ruskei czołgi. Nie ukrywajmy, że stan naszej armii jest łagodnie rzecz biorąc kiepski. Zwłaszcza w porównaniu z armią Rosji. Naszą jedyną nadzieją na zbrojny opór są niemieckie Leopardy.

Z załogą szprechającą po niemiecku...

Bo tylko interwencja wojsk NATO, których trzon będą stanowić niemieckie siły może nam pomóc. A patrząc historycznie, to jakoś wątpię w Niemców wspomagających nas. Bardziej urządziliby sobie "17 września '39 - 80 lat później"...

 

Więc armii polskiej nie ma, nad Belwederem i Zamkiem Królewskim powiewa flaga Rosyjska, a po ulicach biegają zbrojne "siły samoobrony krymskiej". W tym kontekście nie będe ukrywał, że najlepszym patriotycznie rozwiązaniem (wg mnie!) będzie uniknięcie masowego poboru i mobilizacji. Z prostego powodu - i tak bym zginął na linii frontu. Broniąc kraju czyli jak to się ładnie mówi "bohatersko". Ale martwy bohater to głupi bohater. Znacznie lepiej jest zapewnić (jak to ujęli w swoich blogach Zbyszek z APPFunds i Wolny z wolnymbyc.pl) byt i bezpieczeństwo swoim najbliższym.Na początek.

Co później? Siedzieć jak mysz pod miotłą? Kłaniać się nisko okupantowi na ulicy?

Tak.
A gdy nas minie śmiejąc się z kolegą z naszego tchórzostwa wbić mu nóż w plecy. I jego koledze też.

Bo niestety, w przypadku silniejszego/liczniejszego* wroga jedynym rozwiązaniem walki w imieniu Polski jest partyzantka. Taka sama partyzantka jaką nasi przodkowie fundowali zaborcom w XIX wieku czy okupantom w latach '39-'44. A także taka sama partyzantka jaką obecnie patriotyczni obywatele fundują siłom zbrojnym Stanów Zjednoczonych czy (niestety) Polski w Iraku i Afganistanie. Mówta co chceta, ale dla Ruskich byśmy byli takimi samymi terrorystami jakimi irakijczycy sa dla USA.

 

ALE!

Sądzę, że nie będziemy musieli walczyćz ruskim okupantem.

Po pierwsze Putin robi wrażenie inteligentnego faceta i na pewno domyśli się, że mimo konfliktów wewnętrznych (takich samych jakie poprzedzały rozbiory czy II wś) jesteśmy narodem jednoczącym się w obliczu wroga zewnętrznego i generalnie bylibyśmy cierniem w oku Władimira.

Po drugie zachodni świat musiałby zareagować na atak na któreś z państw NATO czy UE. Zwłaszcza UE jest na cenzurowanym, po sugestiach z czasów kryzysu, żeby wyrzucić z "kółeczka wzajemnej adoracji" państwa będące w kłopotach. Gdyby takiej reakcji nie było to obie organizacje bardzo szybko by się rozpadły. Również Putin by wtedy zyskał pewność, że dopóki nie ruszy jakiegoś "wielkiego gracza" w światowej polityce to może robić co chce. A wtedy Europa by się składała z Rosji, krajów Skandynawii, Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch, Hiszpanii i Portugalii (te dwa ostatnie kraje byłyby bezpieczne ze względu na położenie za Francją). Świat raczej do tego nie dopuści...

 

Mimo wszystko zgadzam się z chłopakami z w/w blogów, że należy mimo wszystko być gotowym na najgorszą ewentualność i umieć zapewnić bezpieczeństwo swoim najbliższym. I należy pamiętać, że patriotyzm może przybierać różne formy, jedynym warunkiem jest walka o wolność Polski. Walka ta jednak musi być prowadzona rozsądnie, by za dwadzieścia czy czterdzieści lat nikt nie powiedział o naszej walce tego, co coraz częściej się slyszy o Powstaniu Warszawskim - bohaterskie, ale źle zorganizowane, bezcelowe, bez możliwości odniesienia zwycięstwa.

 
* sami oceńcie czy Ruscy są tylko liczniejsi czy po prostu silniejsi


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Kali na Ukrainie

piątek, 14 marca 2014 17:57

"Jak Kali ukraść krowa to dobrze, ale jak kto inny ukraść Kali krowa to źle."

Słowa z naprawdę dobrej książki polskiego autora doskonale pasują nie tylko do polskiej polityki (co kilkukrotnie na tym blogu podkreślałem), ale jak również na tak popularnej ostatnio Ukrainie.

Co dokładnie mam na myśli? Otóż na początek mamy siły z Majdanu w Kijowie, które z pominięciem konstytucjonalnej drogi "odwołały" prezydenta wybranego w demokratycznych wyborach. Zrobili to przy pomocy karabinów, koktajli Mołotowa i kamieni, przyczyniając się do ofiar śmiertelnych po obu stronach konfliktu: zarówno legalnej władzy prezydenta jak i swoich (wpierw) demonstrantów i (później) rewolucjonistów.

Następnie te same siły powołały swój rząd i stwierdzili, że działania autonomicznego parlamentu krymskiego zmierzające do dania demokratycznego wyboru ludności Krymu (w większości pochodzenia rosyjskiego) są bezprawne.

Czyli wpierw rewolucjoniści łamią prawo dotyczące wyboru władz są dobrzy (również w szeroko pojętej opinii świata zachodniego), ale już politycy autonomicznego regionu, którzy podejmują równie bezprawną decyzję (ale co ważne, bez użycia koktajli Mołotowa) są źli.

Jak Kali przejąć władzę to dobrze, ale jak ktoś inny zabrać Kali Krym to źle. Tym razem w wykonaniu światowym.

 

PS. I mała uwaga - nie popieram ani Rosji ani reszty świata w tej kwestii. Mam też mieszane uczucia wobec samej Ukrainy. Ale dając autonomię Krymowi powinni wiedzieć, że z czasem będą oni chcieli odejść od Ukrainy. To samo się dzieje z autonomiczną Szkocją i to samo może się stać gdy Polska da autonomię dla Śląska. Z drugiej strony mieć w granicach kraju kogoś, kto tego kraju nie szanuje, kto tego kraju nie chce wspierać, kto wypowiada się przeciwko temu krajowi.

Po co?!

Dla paru hektarów ziemi i ludności, która daje aż 3% PKB całej Ukrainy i która mimo autonomii 50% swojego budżetu otrzymuje z Kijowa?


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Sztokholm VS Oslo

wtorek, 11 marca 2014 21:18

No to czas się oderwać od polityki nieco.

 

Otóż ostatnio miałem okazję odwiedzić te dwa skandynawskie miasta. Po raz pierwszy w nich gościłem (dawno temu tylko Helsinki nawiedziłem).

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że powinny być kulturowo i mentalnie zbliżone do siebie. Niestety, co da się zauważyć to fakt, że Sztokholm jest dużo czystszy niż Oslo. Nie wiem czy jakiś wpływ na to ma fakt, że Szwecję widziałem w tygodniu, a Norwegię w weekend (po piątkowej imperezie nie zdołali posprzątać?).

Na plus należy zaliczyć, że w obu miastach swodobnie się po angielsku dogadamy. Tu też należy podkreślić, że o ile w Szwecji niektóre reklamy się pojawiają w języku Szekspira, o tyle w Oslo spotyka się reklamy w języku Kochanowskiego! I to nie tylko na "ryanowskim" lotnisku Rygge, ale również na głównej stacji metra pod Bussterminal! Zaskoczony byłem bardzo...

 

Powiem jeszcze, że o ile w obu miastach komunikacja miejska jest na barzdo wysokim poziomie, to ładniejsza jest w Sztokholmie, ale jednak szybsza w Oslo.
Czego mi brakło w Oslo to jakiejś głównej ulicy, którą można zejść większość miasta, tak jak mi się udało w Sztokholmie. No i też trzeba stwierdzić, że o ile w Polsce powszechne u władzy jest stwierdzenie "Polska w budowie" o tyle właśnie o Oslo można powiedzieć, że to kraj w budowie - tylu remontów, modernizacji i nowych inwestycji w jednym mieście to nie widziałem nigdzie. Personalnie (jako kierowca) powiem, że drogowe rozwiązanie w postaci tunelu rozgałęziającego się kilkakrotnie w jednym ciągu robi naprawdę duże wrażenie!

 

Jeśli chodzi o ceny to wiadomo, oba kraje do najtańszych nie należą. Oba kraje przodują w stawkach VAT: 25%. Zaskakujące, że o ile codzienne życie wydaje się być droższe w Oslo (ceny jedzenia w sklepach i restauracjach), o tyle komunikacja miejska jest o prawie 25% tańsza niż w Sztokholmie.

 

Pragnę także podkreślić, że wiekszość budownictwa mieszkanowego w Oslo wręcz powala na kolana. Jestem naprawdę pod wrażeniem tego. Sztokholm jest znacznie bardziej konserwatywny pod tym względem.

 

Zwiedzając oba miasta da się też dostrzec, że o ile w Sztokholmie ruch jest jak na stolicę dużego państwa przystało - całkiem spory, o tyle w Oslo jest znacznie ciszej i spokojniej. Jest także znacznie bardziej malowniczo położone w porównaniu do stolicy Szwecji.

 

Krótko mówiąc, oba miasta zdecydowanie warto odwiedzić!

 

PS. W wielkim skrócie: ostatnio właśnie organizuję sobie takie jednodniowe wypady w różne strony zakładające maksymalny czas pobytu i podrózy na 36 godzin. Zawsze jest to oderwanie się od rzeczywistości i pozwala posmakować nowego miejsca. Amsterdam, Sztokholm, Berlin, Paryż, Oslo... Te wszystkie miejsca da się odwiedzić w cenie nie przekraczającej przejażdżki autem po Polsce (licząc wszystkie koszty). Polecam :)


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Demony da Vinci

wtorek, 11 marca 2014 0:14

 

Demony da Vinci. Tytuł średnio zachęcający  i w dodatku wywołujący wśród ludzi skojarzenia z dziełem Dana Browna: "Kod da Vinci".

Ale moim zdaniem sam serial jest wart obejrzenia. Historia jest bardzo ciekawa, nawet jeśli nieprawdopodobna. Dotyka nie tylko życia samego Leonarda i jego wynalazków, ale też tajemniczej organizacji, która daje mu zadanie. Na szczęście nie pada nazwa tej organizacji ;)

Od strony technicznej film prezentuje bardzo wysoki poziom. Nie ma przesadzonych, sztucznie wyglądających efektów specjalnych. Jak to ostatnio w modzie w serialach amerykańskich sceny seksu i nagości są również obecne, włącznie ze scenami homoseksualizmu - aż dziwne, że Kościół nie skrytykował tej produkcji. Brutalność jest również obecna (choć w porównaniu do np "Spartacusa" nie leje się zbyt wiele krwi)

 

Ze smaczków należy dodać pewne powszechnie obecne w świadomości elementy, które niesamowice podkreślają urok serialu. Żeby nie psuć niespodzianki powiem krótko: należy uważnie obserwować zawartość tajnych archiwów Watykanu. Aż miło popatrzeć na niektóre "eksponaty" :)

 

Na chwilę obecną jest pierwszy sezon dostępny, liczący 8 jednogodzinnych odcinków. I pozostawia on spory niedosyt... W tym miesiącu w USA będzie miała premiera drugiego sezonu!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

wtorek, 26 września 2017

Licznik odwiedzin:  985 153  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O moim bloogu

Młody (coraz mniej), ambitny (coraz więcej) człowiek z własnymi poglądami. Nie korzystam z jednego źródła, nie ufam bezwarunkowo tylko jednej stronie, w każdej sytuacji staram się patrzeć na...

więcej...

Młody (coraz mniej), ambitny (coraz więcej) człowiek z własnymi poglądami. Nie korzystam z jednego źródła, nie ufam bezwarunkowo tylko jednej stronie, w każdej sytuacji staram się patrzeć na punkt widzenia innych i na tym opieram swoją opinię.
Czasem bezkompromisowo, czasem łagodnie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 985153

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Film

Pytamy.pl