Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 550 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

wpis idealny

czwartek, 22 maja 2014 5:34

Nie, nie... Mój wpis idealny nie będzie. Będzie o wpisie idealnym. Takim, który po prostu ma w sobie wszelkie składniki, które oddziaływują na nasz mózg. Które sprawiają, że przestajemy się kontrolować.

Właśnie taki tekst przeczytałem. Na blogu "Pokolenie IKEA" trafił się tekst, po którym stwierdziłem, że to wpis idealny.

 

Dlaczego?

 

Zacznijmy od samej konstrukcji: jedna strona A4, krótkich zdań, zapis rozmowy. Nie spelnia hitchcockowskiego założenia, że wpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie narasta. Prawdę mówiąc z takiego zalożenia wychodzą obecnie głównie filmy kategorii B, C czy D... Dla przykładu włączcie sobie pierwsze dwie minuty "Buntu Gargulców". Więcej nie oglądałem, nie dało się...
Wracając do tekstu, nie ma praktycznie akcji. Więc to nie jest budowa napięcia. Szybko się dowiadujemy o co chodzi - a mianowicie o kota.

 

Więc co w nim idealnego?

 

Otóż zgadzam się z nim. Opisuje dokładnie odczucia jakie mam zarówno ja jak i większość posiadaczy dowolnego zwierzaka. Ale to nie wystarczy do tekstu idealnego.

Tekst idealny musi mieć puentę. I to puentę najlepiej odmienną od reszty tekstu. Puentę, która wywoła zupełnie nowe emocje, nieobecne przy wcześniejszej części wpisu.

Ja czytając ostatnie zdanie oplułem monitor ze śmiechu. Dla mnie to wystarczy.

 

A jaki to tekst? Wklejam poniżej (sorry Czarny, nie będę wysyłał ludzi na Twoją stronę, choć niech stracę, tu jest też link):

 

"Jo nie zjadł meduzy (galareta z mięsem), nie wypił lunety (50 tka zmrożonej Wyborowej).

Odmówił spożycia w zacisznym zakątku stołecznej restauracji „Lotos” tatara z łososia, tatara z polędwicy, schabu w galarecie a nawet ozorka.

Na widok ozorka łzy mu nawet przesłoniły oczy i rzekłbym, że Jo wyglądał jakby miał się za chwilę rozpłakać.

To musiało być złudzenie optyczne. Jo nie płakał nawet gdy w środku nocy nadepnął na klocek lego.

W geście rozpaczy zamówiłem mu rosół z kołdunami. Rosół był cienki, kołduny twarde,. JO jadł jednak bez słowa skargi i patrzył tępo w drewnianą boazerię.

Wyszpetniał, ale wyszlachetniał.

- Co on taki dzisiaj? – szepnąłem do Mariana.

- Kot mu zdechł – odszepnął Marian. – Umarł znaczy się. Nie wiem czy po żonie byłby bardziej zmartwiony. Nawet do pały jej nie przyciąga. A z tego co mówi, szlachetna kobieta próbowała go pocieszyć. Twierdzi, że jest w żałobie. A jak ktoś mu mówi, że każdemu się zdarza że mu kot zdechł, to poprawia, że umarł! KURWA UMARŁ!!

- Co się dziwisz. Ludzie przywiązują się do zwierząt.

- No, ale bez kurwa przesady. To był kot. Jakiś obszczymur, dachowiec. Spójrz na to merkantylnie Ile może być wart taki kot? Stówę? – stwierdził Marian pogardliwie.

- No, ja za swojego dałbym więcej.

- Więcej czyli dwie stówy?

- Więcej.

- Tysiąc? –zainteresował się Marian.

- Więcej.

- 10 tys?  - zażartował.

- Jeśli trzeba by było…

- Dałbyś 10 tys. za jebanego sierściucha??? – oczy Mariana powiększyły się do rozmiaru pyz  z cebulką i boczkiem.

- No, co dałbym – wyznałem z pewnym wstydem. – Wartość emocjonalna.

- Ja bym za swojego dał i 50 tys. Żeby tylko ożył – stwierdził Jo i zawiesił się z łyżką nad rosołem.

Marian wstał z obrzydzeniem we wzroku.

- Gdzie idziesz?

- Po łopatę, nekromantę i akumulator."


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

my, bogacze

czwartek, 08 maja 2014 6:38

O ile słyszy się wciąż o sile nabywczej, która jest koronnym argumentem zarówno przeciwników jak i zwolenników porównywania cen polskich z zachodnimi, o tyle ostatnio jednak zostałem bardzo, bardzo niepozytywnie zaskoczony przez zastaną sytuację.

 

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w stolicy naszego sąsiada, Berlinie. Jest tam pewne centrum handlowe na Alexanderplatz, w którym zastaniemy sporo marek z tzw. wyższej półki typu Boss czy Tommy Hillfinger (jak źle napisałem to wybaczcie - nie płacę za t-shirt'a 150zł więc mogę nie wiedzieć ;) ). Zorganizowane tak jak kiedyśbyła u nas Galeria Centrum czyli nie pojedyncze sklepy, a całe piętro otwarte i dwie-trzy kasy w różnych punktach tego piętra. Jest tam też oczywiście dział z kosmetykami. Nie będę tu sypał nazwami, ale gdy spojrzałem na ceny perfum w tym reprezentacyjnym centrum handlowym w zachodnio-europejskiej stolicy i ujrzalem kwotę 99€, a następnie porównałem to z cenami tych samych perfum, w tej samej pojemności w drogeriach brandu Sephora czy Douglas w Szczecinie czy Pile (gdzie średnie dochody są nie tylko, że sporo niższe od dochodów niemieckich, to jeszcze często są niższe niż średnia krajowa polska) i ujrzałem cenę ~500-550zł za kartonik z flaszeczką to myślałem, że się przewrócę.

Perfumy w centrum Berlina są tańsze niż w Polsce w zwykłym mieście! O ile narzut za Warszawę z jej snobizmem i zadzieraniem nosa bym zrozumiał, o tyle tego, że my, naród mający minimalną krajową 5x niższą niż Niemiec musimy płacić więcej za ten sam produkt, w dodatku nie trochę więcej a 20% więcej to po prostu przesada! A wyciągając do tego wspomnianą siłę nabywczą, że dla Niema z minimalną krajową te perfumy to wydatek ~10% jego pensji, a dla Polaka na minimalnej krajowej to wydatek ponad 40% miesięcznego dochodu to już w ogóle jesteśmy nie tylko sto lat za murzynami, ale w ogóle typowym zaściankiem Europy. A co najgorsze - te sklepy sprzedają te perfumy w tak zawyżonych cenach i co rusz otwierają się nowe lokalizacje!

 

PS. Tak, wiem, Sephora i Douglas to typowe, w dodatku dość drogie sieciówki i ceny miedzy Warszawą a Szczecinem niewiele się różnią, no ale do choinki - cośtu chyba nie gra?! Zwłaszcza że porównuję je z centrum Berlina...


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

czwartek, 22 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  980 222  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

Młody (coraz mniej), ambitny (coraz więcej) człowiek z własnymi poglądami. Nie korzystam z jednego źródła, nie ufam bezwarunkowo tylko jednej stronie, w każdej sytuacji staram się patrzeć na...

więcej...

Młody (coraz mniej), ambitny (coraz więcej) człowiek z własnymi poglądami. Nie korzystam z jednego źródła, nie ufam bezwarunkowo tylko jednej stronie, w każdej sytuacji staram się patrzeć na punkt widzenia innych i na tym opieram swoją opinię.
Czasem bezkompromisowo, czasem łagodnie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 980222

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl