Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 268 205 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Eliksir miłości

czwartek, 30 czerwca 2011 16:30

Polska to kraj, gdzie jak widać z poniższego zdjęcia można dostać eliksir miłości… W dodatku tanio, bo 0,89zł za puszkę:-D

 

A smakuje (i teoretycznie działa) jak każdy inny RedBull-owy napój, czyli z seksem nie ma nic wspólnego;-)

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Red Riding Hood

środa, 29 czerwca 2011 17:03

Współczesne filmy nie zawsze są zachwycające. Oczywiście wiadomo, każdy ocenia bardzo subiektywnie, ale fakt faktem, że ciężko jest trafić na dobre kino. Wiem, że praktycznie każdy wątek był już w każdy dowolny sposób obrobiony, przemyślany etc. No, prawie każdy wątek. W ubiegłym roku zaskoczyłem się raz: na „Drużynie A”. Dlaczego? Bo o ile w wielu filmach akcja się dzieje na kontenerowcach (statek wyładowany olbrzymimi, stalowymi kontenerami) o tyle pierwszy raz widziałem, żeby ktoś ten statek wysadził w powietrze. Ot, nic nie znaczący fakt, a jednak coś nowego. Pomijam fakt, że cały film jest genialny i bawi od początku do końcaJ

W tym roku z pewnym powiewem świeżości odebrałem jedną scenę z filmu „Spisek” – jak dwóch gości swobodnie spadając z dużej wysokości strzela do siebie z pistoletu. Ciekawy pomysł i też go nie zaobserwowałem nigdzie indziej. Natomiast film jako całość średni. Ot sensacja, w dodatku nienadzwyczajna.

 Red Riding Hood

Ale skupmy się na głównym temacie: „Red riding hood” czyli „Dziewczynie w czerwonej pelerynie”. Bardziej po naszemu – czerwony kapturek. Czasami te tłumaczenia są naprawdę dobijające…

Na początek ostrzegam: to nie jest film dla dzieci. Jest tam seks, przemoc, krew etc. Ale to właśnie zaleta tego filmu – nie jest to cukierkowa historia o dziewczynce zaiwaniającej przez las z koszykiem. Nie jest to komedia animowana opisana jako prawdziwa historia jaką mieliśmy przyjemność oglądać w 2005 roku.

Jest to film (tegoroczny, żeby nie było) luźno powiązany z szeroko znaną legendą. Korzysta z jej wątków, bo jest i wilk, i babcia w domku leżącym głęboko w lesie, i drwal… Oczywiście jest też blondyneczka w czerwonym płaszczyku. Tu docieramy do ważnego punktu: główna bohaterka, zwana Valerie, nie zasuwa przez cały czas w czerwieni. W końcu do kogoś dotarło, że ludzie noszą różne ubrania!

Co do samego filmu to fabuła jest prosta – jest wilkołak grożący wiosce, giną wieśniacy, a z nowszych elementów nie pochodzących z legendy – pojawia się coś a’la inkwizytor. Facet, który poluje zawodowo na takie niedobre stworzenia jak wilkołaki. Czyni to wszelkimi dostępnymi metodami, nie rzadko przypominającymi jak żywo proces czarownic.

Na plus należy doliczyć pojawienie się nauki w życiu kościoła, a dokładniej tego inkwizytora, co też jest rzadkim ukazaniem, że jednak duchowieństwo wiedziało coś niecoś więcej o naturze niż reszta pospólstwa. Fajnie jest też przygotowane samo miejsce akcji czyli wioska Valerie. Jest odrobinę przerysowana, głównie poprzez mnóstwo zaostrzonych pali składających się na budowle, zdarzają się też paradoksy w stylu chaty z nieobrobionych zbyt dokładnie bali, ale już jedna z bram jest z idealnie równych, heblowanych belek…

Z wiadomych względów gro akcji dzieje się w nocy. Pełnia księżyca, w dodatku zabarwiona na czerwono, mgła, las i takie tam tanie chwyty podrzędnego horroru.

Ale horrorem to nie jest. Film zawiera oczywiście historię miłosną – nieszczęśliwą, a jakże. Chociaż na szczęście ta nieszczęśliwa miłość sprawia, że dwóch nie przepadających za sobą facetów łączy siły, by pomóc ukochanej.

Minus? Drwal niemiłosiernie mi się kojarzy z głównym wampirem ze „Zmierzchu”. Mogli chociaż dać jakiegoś normalnie wyglądającego aktora…

 

Co trzeba przyznać tej produkcji, to fakt, że przez większość filmu nie wiemy kto jest wilkołakiem. Sprytna zagrywka, mimo, że posiadamy paru podejrzanych, to sytuacja się wyjaśnia dopiero na koniec.

 

Suma sumarum – do filmu należy podejść jak do czystego fantasty. Nie oczekiwać cudów, a jedynie ciekawej rozrywki na nieco ponad 90 minut. I wtedy ten film się całkiem przyjemnie ogląda…

 

PS. Poniżej trailer:)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Ach ta muzyka...

poniedziałek, 27 czerwca 2011 10:12

To bedzie krótki wpis i w dodatku bardziej personalny - bo o moim ulubionym uniwersum:)

A raczej jego wykorzystaniu w życiu codziennym.

Otóż w piątek lądował na Okęciu jeden z największych samolotów pasażerkich świata: Boeing 787 Dreamliner. O ile na samym samolocie się skupiać nie będę (nie jest to mój konik, choć przyznaję, że podróżuje się całkiem fajnie w powietrzu), o tyle skupię się na towarzyszącej lądowaniu "pompie".
Oprócz oczywiście tłumu spotterów pod płotem i kilkudziesięciu oficjeli w terminalu zadbano nie tylko o szampana ale też oprawę muzyczną. Lądowaniu najnowocześniejszego samolotu, który na początku przyszłego roku ma wejść w skład floty LOT-u towarzyszył główny motyw z Gwiezdnych Wojen autorstwa Johna Williamsa:)

 

Co prawda to nie lądowanie statku kosmicznego, ale nowatorska technologia wykorzystana przy produkcji tego Boeinga (kadłub jest praktycznie wykonany w całości z materiałów kompozytowych - prawie jak Trabant;)) uzasadnia wybór tego, a nie innego motywu:)
Cieszy mnie to niezmiernie, bo od ponad dekady jestem wielkim fanem kosmicznej sagi, co pewnie nie raz i nie dwa znajdzie odzwierciedlenie na tym blogu. Właściwie - pierwszy raz widać już w tym poście;)

Tak czy inaczej - trafny dobór muzyki, która mimo swego wieku (dla niekojarzących - pochodzi z filmu z 1977 roku i jej kompozytor otrzymał za nią Oscara) nadal jest doceniana na świecie.

PS. Chociaż mnie i tak się bardziej podoba ten fragment soundtrack'u Nowej Nadziei:



*utwory zlinkowane z YouTube, publikowane zgodnie z regulaminem serwisu YouTube w celach niekomercyjnych.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Historia się zmienia...

niedziela, 26 czerwca 2011 8:00

Rocznica Czerwca ’76. Oficjalne obchody mają miejsce w Radomiu – jednym z miejsc gdzie odbyły się te tragiczne wydarzenia. Ale tuż przed oficjalnymi obchodami, pojawia się tam pewna osoba i we własnym zakresie składa hołd ofiarom. Hołd czy może polityczną akcję wyborczą? Bo podobnie jak nieco ponad rok temu brat w/w osoby też zorganizował imprezę oddzielną od tej rządowej. Ponieważ… No właśnie? Demokratycznie wybrany rząd nie był godzien jego obecności? A wiemy jak skończyła się tamta „wycieczka”. Zginęło 95 Bogu ducha winnych ludzi (tak, 95, osoby odpowiedzialnej za lot nie kwalifikuję do grupy „niewinnych”). Teraz nikt nie zginął. Na szczęście…

Wracając do Radomia, na pytanie dziennikarzy dlaczego nie jest na oficjalnych obchodach, Jarek odparł, że jako współpracownik Komitetu Obrony Robotników (KOR) wraz z jego założycielem, Macierewiczem, ma prawo do samodzielnych obchodów, bez obecności osób, które „ich (PiS i Jarka) atakują i obrażają”. A czy stwierdzenie, że wybrany w wolnych wyborach rząd nie jest rządem demokratycznym nie jest atakiem? Przecież w bardzo podobnych wyborach dwa lata wcześniej społeczeństwo wybrało właśnie PiS. Czy rząd PiS-LPR-Samoobrona też nie był demokratyczny? Albo obwinianie rządu (który oczywiście jest przeciwnikiem politycznym) winą za wypadek spowodowany przede wszystkim chęcią samego Prezydenta do przeprowadzenia oddzielnych obchodów rocznicy mordu katyńskiego w 2010 roku nie jest atakiem? Ten dualizm jak żywo przypomina mi podejście sienkiewiczowskiego bohatera drugoplanowego: „Kali ukraść krowę to dobrze. Jak Kaliemu ukraść krowę to źle.

 

Wróćmy też na chwilę do KOR-u. Jarek wspomina, że zakładał go Macierewicz i Naimski. Jego poplecznicy polityczni, którym oczywiście w tym pomagał. A dlaczego nie wspomina ks. Zieja, Kuronia czy - szczególnie znienawidzonego przez Jarka – Michnika? Zwłaszcza mógłby wspomnieć o Kuroniu, o którym bardzo pozytywnie i podkreślając jego rolę w walce o niepodległą Polskę mówił sam Lech Kaczyński i tu cytat („Sygnały Dnia” Programu 1 Polskiego Radia):
Ja bym powiedział w ten sposób: po pierwsze Jacek Kuroń na pewno jest jednym z bohaterów naszej historii, około dziewięciu lat siedział w więzieniu, osiem i pół-dziewięć lat. Na pewno był to człowiek lewicy z przekonań, czyli innych niż ja, ale to nie zmienia faktu, że należy mu taką rolę przypisać.

Czy należy zapominać o słowach swojego brata, któremu chce się postawić pomnik w centrum Warszawy? Czy może pokazuje to, że ten pomnik i przypominanie całej katastrofy smoleńskiej to po prostu narzędzie do walki politycznej? Manipulowanie historią się nie udało tak krytykowanym przez Jarka władzom socjalistycznym, więc dlaczego miałoby się jemu udać?
Ocenę pozostawiam Wam samym…

 

PS. I na koniec cytat z gazeta.pl:
Kiedy portale obiegła informacja o wypowiedzi Kaczyńskiego w Radomiu, zadzwonił do nas Czytelnik. Powiedział, że w książce Jana Józefa Lipskiego, ''KOR - Komitet Obrony Robotników, Komitet Samoobrony Społecznej'', Gliwice 1988 znalazł tylko jedną wzmiankę o Jarosławie Kaczyńskim. Na stronie 373.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

nowa waluta

środa, 22 czerwca 2011 22:18

Bitcoin.

 

Co zwykłemu śmiertelnikowi mówi ta nazwa? Albo poniższe logo?

Pewnie niewiele. Podobnie jak mi do momentu natrafienia przypadkiem na artykuł poświęcony tematyce nowej, wolnej (czy jak to ujęto w oryginale: open source'owej) wirtualnej walucie. Co to w ogóle jest?
Jest to wirtualna waluta powstała w 2008 roku, a będąca realizacją jednej koncepcji z listy mailingowej cyberpunkowców z 1998 roku. Krótko mówiąc - science-fiction.
I została zrealizowana podobnie jak Kazaa, iMesh czy inne torrenty - na zasadzie peer-to-peer (użytkownik-użytkownik) czyli z równymi prawami. Bitcoin'a nie wspiera żaden bank, rząd czy inna "poważna" instytucja finansowa z realnego świata. Nie ma gwaranta, nie ma nadrzędnej władzy. Jak więc to wszystko działa?
Wymieniamy swoje złotóweczki (bądź też inną walutę) na bitcoin'y w jednym z wielu serwisów obsługujących tą walutę na świecie - jest też polski serwis. Dzisiejszy kurs to 49,30 złotych za 1 bitcoin'a. I mamy walutę:) Podobnie jak kupowanie dolarów czy akcji na giełdzie. Z tym że Dolar czy Euro nigdy nie miały takiego przelicznika, więc można by potraktować taką walutę bardziej jak złoto anieżeli pieniądz. Z drugiej strony, jakoś inwestorzy nie uciekają w bitcoin'y tylko kruszce. Ale mimo to, coraz więcej firm akceptuje płatności w bitcoin'ach jako jedną ze swoich opcji - potem oczywiście wymieniają je na "realne" pieniądze. Ponoć można nawet wynająć tramwaj wodny w Warszawie za BTC (skrót oznaczający bitcoin'y)!

Wracając do kwestii głównej - BTC nie ma odpowiednika w rzeczywistości. Portfel pełen bitcoin'ów to w rzeczywistości plik z cyferkami. Kryptografia pełną gębą, ale nadal może to ukraść uzdolniony nastolatek siedzący w domu. A wątpię, żeby prawo polskie uwierzyło, że w pliku o wadze mniej niż 1 MB trzymaliśmy milion albo dwa? Tym bardziej, że posiadanie bitcoin'ów można bardzo łatwo ukryć przed skarbówką. W końcu bez nakazu sądowego przeszkanie kompa przez US i rozszyfrowanie plików bitcoin'owych (o ile ktoś je trzyma na kompie) jest niemożliwe.
I to chyba największy problem tejże waluty, któego ludzie się obawiają. Że będzie ona służyć do finansowania nielegalnej działalności. Przewieźć przez granicę pendrive z plikiem, a w nim setki milionów jest znacznie prostsze niż zrobienie tego samego ze skórzaną walizką przykutą srebrzystymi kajdanami do ręki.

Ponoć w USA handel narkotykami z płatnościami w BTC kwitnie. Można w ten sposób też finansować terroryzm, albo partie polityczne. Dawać łapówki, które wypłyną w realnej gotówce dopiero za pięć lat. Nie ma róży bez kolców - Charles Schumer i Joe Manchin, senatorzy z USA, wypowiadają wojnę bitcoin'owi. Chcą jego zamknięcia właśnie ze względu na to, że kraj tak chlubiący się wolnością obywateli nie może kontrolować tego rynku, który kontrolują wszyscy jego użytkownicy. Oczywiście, oficjalna wersja jest inna, ale chyba wszyscy wiemy, że w Amerykanie w Iraku nie byli zainteresowani wyzwalaniem ludności spod władzy Saddama...

Z drugiej strony, międzynarodowy przesył pieniędzy bez prowizji nigdy nie był prostszy. Wpłacasz zł w Polsce, wysyłasz plik (lepiej nie e-mailem, ale co tam - niektórzy lubią ryzyko) i po paru minutach w Chinach można wypłacać. Bez podatków, Urzędów Skarbowych, Celnych i banków. Raj:)

Niestety (i to kolejny "kolec" tej różyczki), jak wszystkie transakcje on-line, BTC jest też narażone na ataki. Kilka dni temu z wysokiego kursu około 17 dolarów bitcoin zleciał na parę centów. Dlaczego? Haker z Hong Kongu ukradł jeden, całkiem nieźle wypchany "portfel" i go sprzedał, wywołując efekt podobny do działań giełdowych - gwałtowną utratę wartości. Szkoda, że wtedy nie kupiłem tej waluty;)

Minusem jest też brak gwarancji bankowych czy niemożność cofnięcia operacji.

Czy zatem warto się zainteresować tą walutą? Czy dożyjemy czasów gdy w bitcoin'ach będziemy brać kredyty hipoteczne, jak teraz we frankach szwajcarskich czy Euro? Oby nie... Już teraz banki mają problemy z odpowiednim zabezpieczeniem danych, mając wielomilionowe budżety na to. A jeśli zaszyfrowane pliki trafią w ręce zwykłych użytkowników? Jedno konto przeciętnego Kowalskiego nie wywoła szoku na rynku bitcoin'ów, ale sto tysięcy takich kont - pewnie już tak. A na pewno na 38 milionów Polaków się znajdzie 100 tysięcy osób nie zabezpieczających komputera i swoich danych we właściwy sposób. Światowy krach finansowy bitcoin'ów może wywołać kilku zdolnych hakerów. Ale czy warto? Czy oni nie będą raczej chronić tychże zasobów jako jednego z przejawów ich wolności w sieci? Waluta niezależna od kogokolwiek... Czysta anarchia:)

Tak czy inaczej - albo będzie to wielki sukces, albo z czasem równie zapomniane i nieużywane jak esperanto. Zobaczymy jak wyjdzie...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

wtorek, 26 września 2017

Licznik odwiedzin:  985 190  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O moim bloogu

Młody (coraz mniej), ambitny (coraz więcej) człowiek z własnymi poglądami. Nie korzystam z jednego źródła, nie ufam bezwarunkowo tylko jednej stronie, w każdej sytuacji staram się patrzeć na...

więcej...

Młody (coraz mniej), ambitny (coraz więcej) człowiek z własnymi poglądami. Nie korzystam z jednego źródła, nie ufam bezwarunkowo tylko jednej stronie, w każdej sytuacji staram się patrzeć na punkt widzenia innych i na tym opieram swoją opinię.
Czasem bezkompromisowo, czasem łagodnie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 985190

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Film

Pytamy.pl