Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 268 205 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

czy to naprawdę towar LUKSUSOWY?!

czwartek, 28 lipca 2011 7:19

Właśnie stwierdziłem, że w tym kraju ponad 90% społeczeństwa MUSI stać na towary luksusowe!

 

Dlaczego? Otóż prąd elektryczny (tak, to to w gniazdkach co kopie) jest obciążony maksymalną stawką podatkową, to jest 23%! I to dla użytkowników prywatnych, nie przedsiębiorstw!

 

Dla przykładu w Wielkiej Brytanii stawka VAT na energię elektryczną wynosi 5%... Dla osób prywatnych i przedsiębiorstw.

 

Co to oznacza? Oprócz olbrzymiej różnicy w wysokości rachunków jest to też podkreślenie, że Polacy żyją luksusowo - w końcu ponad 90% społeczeństwa korzysta z dobra luksusowego jakim jest prąd!

 

CHORE!!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Hej ho, hej ho... budżet by się załatało...

wtorek, 19 lipca 2011 21:26

Za Podwyżka mandatów w gazeta.pl:

MSWiA zastanawia się nad podwyżką mandatów za przekraczanie prędkości. Na razie nie wiadomo do jakiej wysokości miałby wzrosnąć grzywny, ale jak powiedział dziś wiceszef resortu gen. Adam Rapacki prace w tej sprawie trwają.
Zdaniem wiceministra Rapackiego zwiększenie kar jest potrzebne. - W Polsce od 16 lat mandaty karne nie były podwyższane i ich dolegliwość, szczególnie dla osób dobrze sytuowanych, jest niewielka - przekonuje.

Tymczasem jego zdaniem wyższe kary mogłyby skutecznie przekonać kierowców do wolniejszej jazdy, a widać to chociażby po tym, jak nasi obywatele jeżdżą w kraju, a jak za granicą. - Kiedy Polacy wjeżdżają Czech czy Słowacji od razu zdejmują nogę z gazu, bo wiedzą, że tam czekają na nich wysokie mandaty karne, natomiast jak wjeżdżają stamtąd do Polski to od razu hulaj dusza, piekła nie ma i szaleją. - mówi.
Wiceminister Rapacki nie jest jednak zwolennikiem uzależniania wysokości mandatu od zarobków - jak to jest np. w krajach skandynawskich. Jego zdaniem, wiązałoby się to ze zbyt dużymi problemami z ustalaniem, ile kto zarabia.

Podwyżka mandatów za prędkość. Ciekawe rozwiązanie, prawda? Zwłaszcza, że rośnie nam dziura budżetowa i trzeba ją czymś zatkać. Skoro nie można już tego robić fotoradarami (do 1. lipca Straż Miejska nie mogła używać fotoradarów, od 1. lipca mogą, ale muszą być oznakowane, łapać powyżej przekroczenia o 10km/h dopuszczalnej prędkości i nie iść na łatanie budżetu tylko na poprawę bezpieczeństwa), to podnieśmy mandaty. Żeby panom z suszarkami łatwiej było wyrobić limity narzucone przez komendanta.
Spójrzmy na polski system mandatów za prędkość. Sięga on górnej granicy 500zł za przekroczenie o 50+ km/h dopuszczalnej prędkości. Czy to dużo? Jeśli chodzi o cenę ludzkiego życia to oczywiście nie.
Ale gdy już docieramy do kwestii czasu - to już coś zupełnie innego.
Od lat płacimy mnóstwo pieniędzy na budowę dróg. W cenie paliwa jest to obecnie około 55% jego ceny (czyli 2,75zł/litr!), a dróg nie ma. Co przekłada się na prędkość z jaką pokonujemy odległości w kraju. Dla przykładu: odwiedzając rodziców muszę przejechać 370km. Zgodnie z przepisami ogólnymi (nie liczę "tymczasowych" ograniczeń z powodu robót drogowych i przestojów, np na światłach) pokonam ten dystans w... Pięć i pół godziny!
Daje to średnią 67km/h. Doliczmy do tego oczekiwanie na światłach (czesto w każdej mijanej wiosce) czy np rowerzystów/ciągnik do ominięcia podczas gdy z naprzeciwka jadą auta. Co otrzymujemy? Spokojnie 6 godzin. Co oznacza, że tam i "na zad" tracę pół doby.
Więc coś dziwnego, że ludzie jeżdżą szybciej? Że nie chcą 370km robić w 6 tylko w 4h? Że nie chcą tracić swojego czasu? A nie zawsze szybka jazda oznacza niebezpieczną...
Na zachodzie są autostrady i problemu nie ma. Niech w Polsce się pojawi taka sieć bezpłatnych autostrad jak w Niemczech czy Wielkiej Brytanii i będę za podniesieniem mandatów. Bo średnia prędkość przelotowa na poziomie 120-140km/h to nie jest prędkość 67km/h...
Spójrzmy teraz na same mandaty. 500zł to "zaledwie" niecałe 15% z 3400zł czyli średniej krajowej (gdzieś taki argument w TV usłyszałem). Problem w tym, że kierowca zarabiający średnią krajową i dostający mandat traci nie 15% ale prawie 21% swoich dochodów! Bo średnia krajowa to wartość brutto, pomniejszona o tą grupę przestępczą niezorganizowaną (czyli ZUS) oraz podatek dochodowy. Więc na rękę jest około 2400zł. Więc to już nie jest tak mało. I oni (władze) chcą podnieść te kwoty, zamiast wybudować sieć dobrych, bezpłatnych dróg, za które już i tak płacimy każdym spalonym litrem paliwa!

Druga kwestia to uzależnianie mandatu od dochodu. Minister twierdzi, że to za dużo zachodu. G*wno prawda. Zrobić to w ten sposób:
1) Policjant zatrzymuje za wykroczenie i wprowadza dane kierowcy do komputera. Kierowca otrzymuje kwit, że był zatrzymany do kontroli.
2) W ciągu trzech miesięcy przychodzi mandat (jak z fotoradaru), a zanim przyjdzie osoba obsługująca sprawdza PITy osoby z ostatnich 3 lat w US i na tej podstawie określa wysokość mandatu. Osobom prowadzącym jednoosobowe działalności gospodarcze sprawdza się dochody firmy, gdyż często sprzęt i wiele rzeczy jest ukrywanych jako "środki trwałe" na firmę.
3) Mandat kierowca płaci.

Uważam, że stawki minimalne (poniżej których się nie schodzi) powinny zostać jak są. Natomiast wszystkim osobom mającym powyżej 2 tys netto liczyć mandat w wysokości 20% dochodu netto. I jest uczciwie. Stawki mandatów minimalne powinny być takie jak są, bo to funkcjonuje jak pensja minimalna.

Jest jeszcze kwestia psychologiczna: kierowca jak dostanie mandat to wsiada do auta i z reguły psioczy na czym świat stoi. A jak jest zdenerwowany to mniej uważa na drodze. Więc?

Ps. A to, że jeździ się inaczej w innych krajach? Ostatnio zaobserwowałem przyczynę takiego zachowania i jest nią zachowanie wszystkich wokół. Nie ustępowanie, wciskanie się "na chama", wymuszanie... To wszystko deprawuje praktycznie każdego kierowcę! A za granicą (na porządnych drogach) kierowcy są kulturalniejsi i Polacy przejmują tego typu zachowania. A w Polsce znów wyścig szczurów i Seicento startujące do Supry:/


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Można a trzeba

wtorek, 12 lipca 2011 16:50

Czym się różnią te dwa słowa? Pozornie różnica jest oczywista – jeśli coś można to nie trzeba. I odwrotnie – trzeba czyli obowiązkowo, można czyli dobrowolnie, zależnie od widzimisię. Ale jak zawsze „polska trudna języka” nawet dla naszych własnych obywateli, którzy z racji miejsca pracy powinni znać się troszkę na języku polskim, a przynajmniej na różnicy między można a trzeba.

 

A mówię tu o niedawno otwartym muzeum należącym do Muzeum Okręgowym w Bydgoszczy, potocznie nazywanym Exploseum. Muzeum znajdujące się na terenie zakładów DAG Fabrik Bromberg, założonych przez Alfreda Nobla (fabryka, nie muzeum) stanowi ciekawą, nie szablonową rozrywkę, w sam raz na burzowy weekend. Po przejrzeniu strony muzeum, znalezienia na mapie ulicy gdzie znajduje się brama w niedzielę rano się wybraliśmy z moją połówką do Bydgoszczy. Wypad nie taki mały, bo co prawda niecałe 300km, ale wiadomo, po Polsce to trwa około 4 godzin jazdy. Minimum. Dotarliśmy na miejsce (są ściśle określone godziny wejść) i zaczęło się żmudne poszukiwanie bramy. Bo znaków żadnych. Ani przy głównych drogach, ani na samej ulicy. Nic. Jak ludzie mają tam trafić? Jesteśmy uparci, więc korzystając z wszelkich dostępnych informacji, drogą dedukcji godnej samego Sherlocka Holmes'a w końcu trafiliśmy. I tu pojawiły się następne schody, a w zasadzie góry.

Na stronie muzeum znajduje się taka informacja:

rezerwacji biletów mozna dokonać pod numerem telefonu 883366056 (w godzinach dostępności wystawy)

No to skoro można, to nie trzeba. Przynajmniej tak mówi semantyka. Ale co ja mogę tam wiedzieć – ochroniarz na bramie (żadnego opisu co to za brama – ani nazwy aktualnego zakładu, ani informacji, że to muzeum, nic) stwierdził, że nie dość, że trzeba zarezerwować bilety, to jeszcze wymagany jest numer dowodu osobistego!

Dzwonienie pod podany numer telefonu potwierdziło i nieco uściśliło informację – rezerwacji na zwiedzanie w weekend trzeba dokonać do piątku do godziny 12!!

 

Z powyższych przyczyn wycieczka do muzeum w Bydgoszczy przemieniła się w spacer po starówce w Toruniu. Co prawda nic co planowaliśmy nie wyszło, ale i tak uważam wyjazd za udany. A do władz muzeum mam zamiar dzisiaj wysłać skargę – wprowadzanie w błąd klientów. Niestety, taki kraj…

 

PS. Jakbym dostał jakąś odpowiedź to oczywiście umieszczę ją tutaj:)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Tytuł tytułowi nierówny

piątek, 08 lipca 2011 11:22

Co się dzieje na naszym rynku pracy? Dlaczego obecnie do praktycznie każdej pracy potrzebne są trzy literki mgr przed nazwiskiem? Do odbierania telefonów i kserowania dokumentów w sekretariacie czytamy w wymaganiach wykształcenie wyższe. Gdyby chociaż było sprecyzowane, że chodzi o wykształcenie wyższe z zakresu administracji, zarządzania, ale nie, jest po prostu wyższe. Może to być historyk, wuefista czy fizyk. Grunt, że w firmie zatrudnia się kolejnego mgr. Za dwa tysiące brutto, bo przecież to tylko odbieranie telefonów. Ciśnie się wtedy pytanie, to po co mgr? Bo tak chce prezes – zatrudnić mgr, zapłacić jak osobie po zawodówce. No ale potem można się chwalić, że w firmie pracują tylko osoby z wyższym wykształceniem.

Jest popyt, jest więc i podaż – dziesiątki uczelni które nie wymagają praktycznie niczego oprócz opłacenia czesnego i dają tytuł magazyniera po pięciu latach. I proszę, największy odsetek bezrobocia wśród absolwentów, bo pracodawcy wymagają wiedzy, a same literki mgr nie robią już na nich wrażenia.

W mediach mówi się, że Polacy na zachodzie pracują często poniżej kwalifikacji. Ale co mają zrobić, jeśli tam w najprostszym zawodzie dostaną więcej niż w Polsce w wyuczonym? Albo jeszcze lepiej: w Polsce też mieliby pracować poniżej kwalifikacji, właśnie chociażby w recepcji, no ale tam jest wymagane wyższe wykształcenie. Do zmywaka nie. I się rozpływa kwestia pracy poniżej kwalifikacji, bo w końcu w wymaganiach jest mgr, zatrudniony ma mgr, więc pracuje zgodnie z uzyskanym wykształceniem. A to, że odbiera telefony zamiast projektować mosty to już umyka „czujnemu” oku mediów.

Jaki będzie następny krok pracodawców? Zatrudnianie doktorów? Czyli czekamy na kolejny wysyp uczelni-krzaków, gdzie niestety czesne będzie już wyższe (bo trza opłacić kilka osób z tytułami, by móc przyznawać doktoraty), które zaczną kształcić rzesze doktorów – by za dwadzieścia lat Polska była liderem w liczbie bezrobotnych osób z tytułem doktora.

 

PS. Swoją drogą - dr przed nazwiskiem wygląda nieźle. Może trzeba pójść w tę stronę;-)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Praktyki monopolistyczne

czwartek, 07 lipca 2011 8:53

Co się dzieje, gdy jakaś dobra jakościowo i dbająca o klienta firma zaczynam mieć pozycję monopolistyczną? Gdy staje się w zasadzie jedyną, szeroko dostępną opcją?
Przestaje dbać o klienta. Jakość usług spada. Ale ludzie nadal tam kupują. Bo nie ma alternatywy...
O czym konkretnie mówię? O Empiku.
Dlaczego? Bo jeszcze parę lat temu w ich ogólnopolskiej sieci sprzedaży można było dostać wszystko. Często książki się pojawiały na ich półkach już dzień przed premierą. Obecnie znaleźć nowość wydawniczą z serii, w której nowe książki się pojawiają co miesiąc w tydzień po premierze na półkach w salonie graniczy z cudem. Do tego piękny przepływ informacji. W roku 2010 poszukiwałem pewnego albumowego wydawnictwa. A że chciałem go “od ręki”, a nie zamawiać, to poszedłem do pierwszego z brzegu Empiku (tam oczywiście nie było), zapytać gdzie w Stolicy dostanę. Przeszukali komputer, podali dwa sklepy w ścisłym centrum. No to w tramwaj (bo autem za dnia się pchać to szkoda czasu i pieniędzy na parkometry) i jadę. Wchodzę do pierwszego z dwóch podanych w poprzednim salonie Empików i co słyszę? Że oni dział z tymi wydawnictwami zlikwidowali parę miesięcy wcześniej! To mówię, że dostałem informację, że jednak to wydawnictwo mają. Na to pani była na tyle miła, że sprawdziła na zapleczu czy coś nie przyszło i nie zostało przygotowane do zwrotu.
Efekt oczywiście był taki, że nie było. To pytam czy w tym drugim będzie. Znowu do komputera i stwierdzenie, że dwie sztuki powinny być. Dwie. Pytam czy tak szybko się rozeszło. W odpowiedzi słyszę, że tylko pięć sztuk ten drugi salon dostał. Dzień po premierze połowy dostawy już nie było (3/5 to więcej niż 1/2;)). No nic, pognałem do kolejnego (trzeciego już) salonu by kupić. Dostałem, choć informacje nie były aktualne. To była ostatnia sztuka...
Więc co sądzić o takim podejściu do klienta? Towar schodzi, jest zainteresowanie, a oni nie sprowadzają. Tak, oczywiście jest też dostępne wszystko on-line. Nieco tańsze niż na półce. Nawet jest bezpłatna dostawa do wybranego salonu Empik (i to jest zdecydowany plus!), ale sama dostawa nie jest tak różowa. I tu kolejny, bardzo świeży przykład:
Zamówiłem książkę i multimedia w czwartek w ciągu dnia. Przy obu był czas realizacji 24h + czas dostarczenia do salonu (gdzie na stronie wspominają o 1-2 dniach). E-mail, że mogę odebrać paczkę dotarł do mnie w środę. To jest 24h? Albo 48h? Czy może prawie tydzień?! Nie wspominając, że w międzyczasie była premiera innego wydawnictwa, które mnie interesowało no i w salonie oczywiście go też nie było...
Najbardziej szkoda, że mając takie możliwości, Empik dławi się swoim monopolem - mówię monopol, bo żadna inna firma nie ma salonów książkowo/multimedialnych w każdym większym mieście i do tego tak rozbudowanej sprzedaży on-line, z czego w tym ostatnim konkuruje z nimi Merlin, ale tylko w sieci. Lepszą opcją jest tutaj rozwiązanie panujące na rynku brytyjskim, gdzie jest HMV oraz Virgin Megastore. I w ten sposób oba sklepy muszą ze sobą konkurować, nie tylko on-line, ale też praktycznie drzwi w drzwi na Oxford Street. I tam nowe pozycje się pojawiają w dniu premiery.

U nas niestety nie...

PS. A mianem Empik można określić jedynie ciasną, luksusową kawalerkę: Ekskluzywny Mały Pokoik i Kuchnia. Takie rozwinięcie tej nazwy wymyśliłem z dobre 15 lat temu. I chyba to jest jedyny EMPiK wart obecnie uwagi...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

wtorek, 26 września 2017

Licznik odwiedzin:  985 163  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O moim bloogu

Młody (coraz mniej), ambitny (coraz więcej) człowiek z własnymi poglądami. Nie korzystam z jednego źródła, nie ufam bezwarunkowo tylko jednej stronie, w każdej sytuacji staram się patrzeć na...

więcej...

Młody (coraz mniej), ambitny (coraz więcej) człowiek z własnymi poglądami. Nie korzystam z jednego źródła, nie ufam bezwarunkowo tylko jednej stronie, w każdej sytuacji staram się patrzeć na punkt widzenia innych i na tym opieram swoją opinię.
Czasem bezkompromisowo, czasem łagodnie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 985163

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Film

Pytamy.pl