Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 550 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

World War Z - wnioski (wpis zawiera spoilery!)

sobota, 13 lipca 2013 20:27

Tak, wiem, ten film w kinach leci od ponad tygodnia. Miałem dużo pracy, stąd i opóźnienie. Ale co ważne, w końcu go obejrzałem:)

Jeśli się zastanawiacie co się stało, że po dość długiej przerwie Brad Pitt wrócił do grania w filmie reklamowanym jako hit, to Wam odpowiem - sam sobie ten film wyprodukował. Więc już wiadomo dlaczego taki dobór głównego bohatera.

W ramach skrótu recenzyjnego, powiem że film jest dość dobrze nakręcony, zawiera standardowe dla tego typu filmu tragedie, poświęcenia etc. Co trzeba przyznać, trailer nie pokazuje najlepszych kawałków, a nawet powiem, że są w trailerze rzeczy, których w kinie nie zobaczymy (pewnie będą na DVD w wyciętych momentach). Wyjątkowością dla tego filmu jest fakt, że nie ma całego zespołu bohaterów, a właśnie Pitt sam stawia czoła hordom zombi. To ciekawe podejście i coś zupełnie nowego w tym gatunku filmowym.

Wspomniany trailer:



Wracając do samego filmu, fabuła jest dość sztampowa: zaraza opanowuje świat zmieniając ludzi w zombie, nasz dzielny bohater Brad Pitt jest nadzieją ludzkości. Jednak to nie chęć zbawiania świata nakręca Pitta do działania, a troska o swoją własną rodzinę.

I tu UWAGA, kończymy część recenzji i dochodzimy do moich własnych przemyśleń dotyczących tego filmu, tak więc są tutaj SPOILERY! Kto chce obejrzeć ten film niech nie czyta :P

W całej produkcji widzimy mnóstwo dość epizodycznych elementów, które moim zdaniem są istotniejsze niż cała reszta, bo pokazują jak faktycznie może się stać.

Zacznijmy od podejścia Amerykanów do całej sprawy. Zaczyna się epidemia, a do naszego bohatera dzwoni jego przełożony. Mówi, że go ewakuuje, ale nie w imię przyjaźni, a dlatego, że go potrzebują. Później również wysokiej rangi wojskowy (nie mówią jego stopnia, choć pewnie to generał) również podkreśla, że jeżeli Pitt im nie pomoże to jego i jego rodzinę wysadzą ze statku na ląd, oznaczonych jako zbędny personel. Czysto pragmatyczne podejście. Nawet gdy Pitt w opinii dowództwa na statku ginie, to mimo, że zminimalizowano liczbę pasażerów, zostaje podjęta decyzja o przeniesieniu jego rodziny z bezpiecznego okrętu na ląd, na którym krążą zakażeni. Rzekomo do strefy bezpieczeństwa, no ale to zawsze większe ryzyko niż na okręcie. Zero sentymentów, zero szacunku dla człowieka, który w imię sprawy oddał (prawdopodobnie) życie tylko po to, by jego rodzina była bezpieczna. Zginął? OK, wywalić rodzinę. Zdecydowanie szokujące, nieludzkie wręcz podejście do sprawy.

Druga kwestia to w końcu w tym filmie jest pokazana światowość epidemii. Wcześniejsze produkcje miały tylko przebłyski w wiadomościach, informacje w radiu etc, a tu proszę - nasz bohter podróżuje po całym świecie szukając źródeł i leku na epidemię.
Co w sumie najciekwsze, przewidują które kraje najlepiej sobie poradzą z taką sytuacją. W filmie "wygranymi" (przynajmniej do czasu) są mieszkańcy Koreii Północnej i Izraela. Ponieważ standardem jest, że zarażenie następuje na skutek ugyzienia (co ciekawe, krew zarażonego nie zaraża!), to w Korei Północnej wyrwano zęby całemu społeczeństwu. Nie ma zębów, nie ma gryzienia. Proste, choć czy faktycznie skuteczne to nie wiem.
Izrael to państwo, które otrzymawszy pierwsze wzmianki o zombie, postanowiło otoczyć Jerozolimę wysokim murem. Sam pomysł ciekawy, choć jak pokazuje film nie do końca skuteczny. Co ważniejsze, uczłowieczono Izrael, pokazując, że w sytuacji globalnej zarazy, przyjmą do swojej bezpiecznej enklawy również Arabów. Dla mnie to było spore zaskoczenie, bo przecież nienawiść dzieląca te dwie nacje (bo nawet nie można mówić o narodach) ma za sobą setki zakrwawionych lat.

Powyższe fakty świadczą o tym, że nawet producencji i scenarzyści filmowi dojrzewają. W końcu widzą, że to nie Stany sobie poradzą ze wszystkimi możliwymi zagrożeniami, właśnie kraje będące uznawane za dziwaków, ograniczające swobody obywatelskie dadzą sobie radę.

Czy warto iść do kina? Ciężko mi powiedzieć. Film jest przyzwoity i nieco świeży. Ale z drugiej strony, można też wypożyczyć DVD za dwa-trzy miesiące. Na dobrym TV efekt będzie bardzo podobny. Fabuła w porządku, efekty w porządku, w sumie nic nie powala. Poza obnażeniem powyższych czynników, które choć epizodyczne to dają sens.


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Koniec emigracyjnego snu...

środa, 10 lipca 2013 4:57

Nie, nie będzie o kryzysie w Unii Europejskiej, nie będzie też o fali powrotów nad Wisłę. Będzie za to o dostrzeganiu na zachodzie problemów znanych nam z dnia codziennego.
Tak sobie czytając różne rzeczy w necie natrafiłem ostatnio na całkiem spory wysyp narzekań na publiczną służbę zdrowia poza granicami naszego pięknego kraju. Posiłkując się wpisami z serwisu piekielni.pl przytoczę parę przykładów z ostatnich dni.

Użytkowniczka poirytowana z Londynu wspomniała:
"Dostaje list ze szpitala, że z powodu wysypu ciężarnych moje USG zostanie przeniesione. No ok rozumiem, są sprawy ważne i ważniejsze, lekarze wiedzą co robią. Szkoda tylko, że nowy termin to tydzień po planowanym porodzie."

Od użytkowniczki ukrytej pod nickiem Katusha dowiadujemy się o norweskiej służbie zdrowia:
"Zdarzyło się, że mój partner niefortunnie uderzył głową o niski drewniany dach, co spowodowało głębokie rozcięcie i momentalne zalanie twarzy krwią. Do szpitala nie tak daleko, więc założyliśmy bandaż i w drogę do lekarza.
(...)
Czekaliśmy w sumie ok.4 godzin aż ktoś nas przyjmie, mimo że bandaż dawno zrobił się czerwony, a krew zaczynała spływać po twarzy. Mój chłopak wyglądał jak białe płótno i zaczynał powoli odpływać. Dlaczego nikt się nie zainteresował?
(...)
okazało się, że pierwszeństwo mają przeziębione dzieci (rozmawiałam z ich rodzicami, nie mam wyrzutów sumienia, nie umierały). Zawsze mi się wydawało, że w sytuacjach awaryjnych zasady można nagiąć, cóż, najwyraźniej mój błąd..."

Użytkowniczka ninag2703 znów zabiera nas nad Tamizę:
"5 czerwca mąż w pracy miał mały wypadek - skręcił nogę w kolanie. Zabrali go do szpitala, tam pooglądali i dali skierowanie do lekarza (specjalisty od kolan), który przyjmował akurat w naszej przychodni. Na skierowaniu data 11 czerwiec. Dokuśtykał z pomocą kul. Wizyta była szybka, za szybka... Lekarz poczytał co miał przeczytać ze skierowania i wypisał receptę - na paracetamol. Mąż trochę w szoku i pyta czy chce pooglądać - nie trzeba. Po krótkiej wymianie zdań udało się wywalczyć jakieś badania, ma przyjść list. I przyszedł. Trzeba zadzwonić jeśli dalej potrzebne ci badania.

Dziś dzwoniliśmy. Wizyta w szpitalu na 14 września.
Nie dało się wytłumaczyć, że nie może chodzić, a co za tym idzie nie może pracować."

Trzy przykłady. Niby nie dużo, ale jednak wspomnę, że wszystkie pochodzą z tego . Brzmią bardzo swojsko, prawda? W Norwegii wręcz nierealnie, że osoba z otwartą raną czeka za osobami z przeziębieniem. Te historie trafiły na główną stronę serwisu tego samego dnia. Pragnę też zauważyć, że zarówno Anglia jak i Norwegia to kraje wysoko rozwinięte, z potoczną opinią o bardzo dobrej jakości tamtejszych usług medycznych. Co się nieco kłóci z m.in. dentystyczną turystyką Brytyjczyków nad Wisłę, gdzie ponoć jest lepiej i taniej.

Tak czy inaczej powyższe przykłady świadczą jedynie o tym, że problemy z NFZ-tem są nie tylko w Polsce. Może i jest u nas więcej tych przykładów złych sytuacji, ale weźmy też pod uwagę skalę: na emigracji mamy dwa miliony, w kraju ponad trzydzieści pięć milionów. A powyższe historie są świeżymi historiami!

PS. Istnieć też może i inne wytłumaczenie: nasza cecha narodowa jaką jest narzekanie wspina się na nowe szczyty swoich możliwości i niczym islam rozprzestrzenia się na kraje "cywilizowanego zachodu Europy".


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

czwartek, 22 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  980 207  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O moim bloogu

Młody (coraz mniej), ambitny (coraz więcej) człowiek z własnymi poglądami. Nie korzystam z jednego źródła, nie ufam bezwarunkowo tylko jednej stronie, w każdej sytuacji staram się patrzeć na...

więcej...

Młody (coraz mniej), ambitny (coraz więcej) człowiek z własnymi poglądami. Nie korzystam z jednego źródła, nie ufam bezwarunkowo tylko jednej stronie, w każdej sytuacji staram się patrzeć na punkt widzenia innych i na tym opieram swoją opinię.
Czasem bezkompromisowo, czasem łagodnie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 980207

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl