Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 551 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Cenzura cenzurze nie równa (Wybory 2011)

środa, 24 sierpnia 2011 14:30

gazeta.pl: "Od godz. 12 Jarosław Kaczyński przebywa w Radomiu.(...) Kaczyński rozpoczął swoja wizytę w mieście od spotkania opiekunami i podopiecznymi rodzinnego domu dziecka przy ul. Rwańskiej 10. Na to spotkanie dziennikarze nie zostali wpuszczeni. Później zaplanowano konferencję prasową na Rynku. Były premier mówił o polityce obecnego rządu. Następnie dziennikarze zostali zaproszeni do siedziby PiS w Rynku na spotkanie prezesa z radomskimi działaczami partii. Nie została wpuszczona na nie dziennikarka "Gazety", bo jak usłyszała od Jakuba Kowalskiego, szefa kampanii w Radomiu, wejść mogą tylko "umówione media"."

Więc kto jak to do cholery jest? PiS krzyczy i jęczy, że media są przeciwko nim, że stosują cenzurę etc, a sami wpuszczają tylko "umówione media"?! To dopiero cenzura! Albo wskazówki od prezesa do oświeconych, pewnie tylko właściwie dobrane i zacytowane słowa dadzą odpowiedni przekaz dla V kolumny. Taki szyfr, bo w końcu prezes K. stosuje te same zasady co Józef S. i Adolf H. na początku swej działalności - zaczyna cenzurować niewygodnych i tworzy kult jednostki! Kult przywódcy! Oby tylko nie poszedł dalej ścieżką dwóch w/w "bohaterów" historii...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Rozdzielność Państwa od Kościoła.

środa, 24 sierpnia 2011 11:02

Wiem, że w naszej polskiej historii jesteśmy bardzo chrześcijańscy - bronimy Europy przed Turkami etc, choć oczywiście Krzyżacy uważali inaczej;), ale obecnie... Jesteśmy państwem świeckim. Podobno.

Dlaczego podobno? Zacznijmy od symboli religijnych. Otóż w państwie świeckim jeden (i tylko jeden) symbol religijny wisi w Sejmie! Oczywiście jedynej słusznej wiary...

W szkołach w każdej klasie wisi krzyż (przynajmniej za moich, nie tak dawnych czasów tak było), a do tego są lekcje religii. W prasie można wyczytać, że pomimo regulacji prawnych, wiele szkół odmawia zorganizowania lekcji etyki zamiast religii, a dzieci nie chodzace na religię są szykanowane przez inne. Trochę to dziwne, bo ja miałem i w podstawówce i w liceum (na szczęście mój rocznik nie doświadczył gimnazjum) ludzi, którzy z różnych względów nie uczęszczali na religię i nikt ich z tego powodu nie wyzywał.

Teraz przejdźmy dalej. Polityka. Każde święto to politycy przesiadują w kościołach i tamże się też często wypowiadają. Rozumiem, że często jest to wymagane racją stanu, np na pogrzebie katolickim głowy panstwa. Ale w czasie święta kościelnego jakim jest np Boże Ciało? Czy sprawa religii głowy państwa czy któregokolwiek z ministrów, posłów czy senatorów nie powinna być ich prywatną sprawą?
Dodajmy do tego jeszcze częste agitacje polityczne kleru. Mówienie w trakcie mszy o potrzebie zmiany obecnej władzy w Polsce, bo jest zła? Czy to jest normalne? Czyżby kler liczył, że mając inną partię na "P" przy władzy to będą mogli więcej?
Ojciec Rydzyk i jego Radio Maryja to oczywiście inna bajka. Całkowite lekceważenie dla prawa, ale i radio działa i jego szefowi nic nie można zrobić. Szczuje biednych, starych ludzi przeciw innym, w imię religii. Przykładem może być atak na dziennikarkę na Jasnej Górze (nie wnikajmy czy sprowokowany czy nie - nie powinien mieć miejsca i już). Chrześcijaństwo jest religią miłości (w sumie jak każda religia), ale podobnie jak w Islamie sie trafiają fanatycy, tak i u nas też. Szkoda, że tylko w Polsce takim fanatykiem (albo wyrachowanym politykiem wykorzystującym siłę religii) jest przywódca jednej z największych partii politycznych.
A co ze słynnym na cały świat sporem o krzyż na Krakowskim Przedmieściu? Gdzie nawet osoby, którego go ustawiły (harcerze) mówili, żeby go przenieść, bo miał służyć modlitwie na czas żałoby po śmierci głowy państwa, a nie stać tam wiecznie! Ale mały, zacietrzewiony i chyba zakompleksiony polityk uważał inaczej i szczuł Polaków na Polaków. A nie, przepraszam, szczuł "Prawdziwych Polaków" na "polaczków", bo przecież kto nie jest z nim to nie dość, że jest przeciwko niemu to jeszcze w dodatku nie jest Polakiem, nie jest patriotą.
Ostatnio przez Polskę przeszła debata na temat krzyża w sali szpitalnej. Człowiek nie będący katolikiem zdjął krzyż ze ściany pokoju w którym leżał i go odłożył na szafkę. Pielęgniarka go zawiesiła z powrotem (mimo, że ten człowiek był sam w pokoju!). Czy oznacza to, że ma akceptować epatowanie symbolami nie jego religii? W państwie świeckim?!

Czy to koniec? Otóż nie...
Dzisiaj trafiła do mnie informacja, że od czasu reformy edukacji w 1999 roku powstało w Polsce 500 szkół katolickich! Większość oczywiście funkcjonuje jako placówki publiczne, pobierając kasę od samorządów, ale też dofinansowując się z tacy w pobliskim kościele i pewnie jak w przypadku każdej posługi kościelnej, z "co łaska, nie mniej niż..." Czy jest w takim razie dziwne, że te szkoły osiągają lepsze wyniki, skoro mają lepsze finansowanie niż szkoły świeckie? Nie sądzę.

Polska była w historii krajem tolerancyjnym. Nie rozwinęła się u nas inkwizycja, tak jak na katolickim zachodzie. A teraz stajemy się przez to zaściankiem Europy. Właśnie przez życie wg religii, która powstając ponad 2 tys lat temu nie ma szans być dopasowaną do współczesnych społeczeństw, ich wymagań i możliwości. Więc czy nie powinniśmy stać się prawdziwym państwem świeckim, gdzie religia będzie PRYWATNĄ kwestią każdego z nas? A symbole religijne (wszystkie, choć w Polsce jest to oczywiście tylko jeden symbol) znikną z przestrzeni publicznej takiej jak szkoły, szpitale czy sale sejmowe?

Oby tylko politycy dorośli do tego. Bo inaczej w tym kraju zostaną tylko emeryci leżacy w oknie i słuchający głosu Ojca Dyrektora.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Generacja XY

wtorek, 16 sierpnia 2011 13:52

    Ostatnio we wszelkich artykułach napotykam na jasny podział obecnej klasy pracującej na Pokolenie X (garniturowców) i Pokolenie Y (pracuję by żyć, nie żyję by pracować). No i jak ładnie się przeciwstawia X-ów biorących nadgodziny i rezygnujących z urlopów z Y-kami, którzy mówią, że nie mogą pracować od 8mej rano, bo mają siłownię właśnie na 8mą. I potem wielkie zdziwienie, że panuje takie bezrobocie wśród młodych absolwentów - skoro zaraz po studiach chcą pensji prezesa, ale pracować najchętniej po 5-6 godzin na dzień (max!) i to w dodatku o takiej porze dnia jak im się podoba. Ale komplet benefitów się należy: służbowa komóra, najlepiej bez limitu rozmów, auto służbowe, nie brandowane i do użytku prywatnego, karnety do siłowni, kin i na baseny. Plus wspomniania pensja prezesa...
A gdzie racjonalne podejście, że wypracowując dla firmy dochód w wysokości 3 tys zł/m-c (wartość hipotetyczna) nie dostaniemy pensji 5 tys/m-c?

Generacja X żyła dla pracy. Praca była centrum wszechświata, ponad rodziną czy życiem prywatnym. Generacja Y żyje dla siebie, a praca to coś “przy okazji”, bądź też wymuszanego, bo w końcu nikt nie da na Porsche kasy ot tak. Poza lotto oczywiście;) Ale żeby pracować to stawiają warunki, często wręcz niemożliwe do spełnienia, a co oferują? Dyplom, najczęściej nienajlepszej uczelni (nie czarujmy się - uczelnia prywatna nie dorównuje renomą UJ, UW czy UAM), jakieś staże wakacyjne typu knajpa czy hotel albo jak mają doświadczenie to sześć-siedem firm w ciągu ostatnich dwóch lat. Cechą charakterystyczną Y-ków jest totalny brak lojalności. Przy bezrobociu rzędu 11,7% (lipiec 2011) oni mają możliwość (przynajmniej wg siebie) stawiania warunków. Podobnie jest z podejściem do samego początku zatrudnienia w danej firmie: spóźnienie się parę minut/godzin na rozmowę rekrutacyjną, bez poinformowania telefonicznie o spóźnieniu i oczekiwania jak wyżej. Czy olewanie (bo inaczej tego nie można określić) swojej firmy (obecnej albo przyszłej), wyniosłe traktowanie i tylko żądania oznaczają szacunek? Elementarne zachowanie w przypadku partnerów biznesowych, bo relacja pracodawca-pracownik to właśnie powinni być partnerzy biznesowi, a nie kolegów z piaskownicy nie powinna się opierać na wzajemnym szacunku?

    A czy nie brakuje w tym zestawieniu “Generacji XY”? Takiej generacji, która chce pracować, ale nie daje się wykorzystywać? Ludzie, którzy jeśli nie mają planów to nie odmówią nadgodzin (oczywiście płatnych), ale równocześnie planując wyjście/wyjazd potrafią powiedzieć “sorry, nie dzisiaj”. Ludzie, którzy szanują swoją pracę i swoich szefów, równocześnie nie stawiając ich na poziomie bogów. Bo czy sztuką jest uważać siebie za boga i żądać jedynie nie dając nic od siebie, czy zaproponować coś od siebie i w zamian zażądać czegoś innego? Czy chcemy faktycznie społeczeństwa jedynie żądającego? A jak ktoś odmówi to co? Wyjść na ulice jak to ostatnio miało miejsce w Londynie i zabrać sobie iPhone’a ze sklepu, bo mnie nie stać na jego zakup?

Chyba nie tędy droga... Należy szanować swoją pracę, choćby w myśl powiedzenia “szanuj szefa swego, bo możesz mieć gorszego”. Jeśli w pracy jest źle (czyt. łamane są prawa pracownika, atmosfera jest defnitywnie toksyczna - ale to nie oznacza że szef wymoga jedynie pracy po 8h) to oczywiście należy to zmienić - czy pracę czy jej warunki. Ale jeśli w tej kapitalistycznej kulturze w pracy robimy to co powinniśmy (co mamy w umowie), a coś dodatkowego robimy “po godzinach” za dodatkowe pieniądze to chyba jest OK? Wiadomo, każdy pracuje, ale nie każdy swoją pracę lubi. Zresztą nawet lubianą pracę można tego czy innego dnia po prostu mieć dość. To jednak nie zmienia faktu, że praca jest niezbędną częścią życia i niestety nie zawsze możemy ją całkowicie przyporządkować swojemu życiu poza pracą.

Dlatego ja mogę stwierdzić, iż mimo że jestem mobilny (26 lat i obecnie mieszkam w czwartym mieście), miałem swoje wymagania odnośnie pensji (rekruterka mało na zawał nie zeszła jak usłyszała ile, aczkolwiek powiedziałem, że oczywiście do negocjacji), jestem indywidualistą (co chyba widać po tym blogu;)) i nie lubię rutyny to równocześnie szanuję swoją pracę, w miarę możliwości staram się pomóc firmie (bo w końcu jak firma będzie się dobrze trzymać to i ja powinienem zarabiać więcej - w teorii przynajmniej) czy swoimi pomysłami czy nadgodzinami jak są potrzebne i nie przeszkadzają mi za bardzo w życiu prywatnym i nie wychodzę co tydzień wcześniej z roboty “bo mam siłownię”. Podobnie z urlopami czy odejściem z pracy - staram się maksymalnie wcześnie o tym poinformować, żeby nie było niespodzianek. I dlatego urlop na grudzień już mam wpisany w grafik;)
Tak - jestem Generacją XY.
A raczej - nie pasuję do żadnej generacji obecnie funkcjonującej na świecie. I chyba to jest większym indywidualizmem, niż "indywidualizm" Generacji Y, którą tak łatwo wszyscy systematyzują.

 

PS. A w ogóle to skąd te literki? Czemu nie ma Generacji P czy Generacji H?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Brutalnie, ale skutecznie?

wtorek, 09 sierpnia 2011 19:40

To co się dzieje w Londynie zupełnie nie przypomina miasta, jakie poznałem przez 4 lata mieszkania tam (do końca pierwszego kwartału 2010 roku - przypisek autora;)). Prostesty były, nie zawsze w stu procentach pokojowe, ale nigdy na taką skalę!
Dlaczego tak się dzieje? Przyczyn jest kilka, znanych mi również z autopsji - w/w 4 lata życia tam.
Jedną z nich jest na pewno rodmuchany do niebotycznych rozmiarów system socjalny. Olbrzymie zasiłki, które są więcej warte niż praca za średnią krajową (sic!) skutkują olbrzymim bezrobociem - bo po co harować, skoro dają za darmo? Nie da się ukryć, że lwią część z tego socjala ciągną imigranci z Azji, Afryki i Karaibów. I dlatego wielodzietna rodzina z Pakistanu dostaje od państwa dom wart 2 mln funtów, a przed domem stoi Merc S-classe i dwa Lexusy (kupione za "własne" pieniądze - tylko ciekawe skąd skoro oficjalnie nie pracują?). A teraz, jak jest mowa o oszczędności to ci wszyscy "biedni" ludzie będą musieli ograniczyć swój leniwy tryb życia i zacząć szukać pracy albo po prostu nieco przytemperować swoje rozrywki.
Drugim z tych powodów jest polityczna poprawność. Walić to, mówmy jasno - bieganie po mieście i podpalanie samochodów to nie są czyny ludzkie - to zwierzęta! Ale nie, nie wolno w UK przeszukiwać ludzi bez powodu, bo "czarni" i "ciapaci" uważają, że to jest skierowane przeciw nim. No i mają po części rację - skoro z ich nacji się wywodzą terroryści porywający samoloty (ciapaci) czy nożownicy (ponad 70% przestępstw z nożami popełnionymi w Londynie w 2008 roku popełniły osoby o czarnej skórze) to co w tym dziwnego? Policja działa na zasadzie statystyki (no, może poza Polską) - jak jakaś społeczność (czy dzielnica, czy nacja, czy wyznanie) popełnia więcej przestępstw to jest bardziej kontrolowana. To jest wręcz logiczne.
Trzeci powód - brak reakcji. Owszem, aresztowano prawie 600 osób od soboty (czyli średnio 200 na dzień), ale to za mało. Bo skoro mimo 6 czy 16 tysięcy policjantów na ulicach auta nadal płoną, a sklepy są okradane to wystarczy 600 aresztować?
Niektórzy twierdzą, że to reakacja na zastrzelenie czarnego. Będąc w Anglii miałem styczność ze służbami mundurowymi, również tymi uzbrojonymi. Zacznijmy od tego, że nie każdy policjant ma tam broń palną. To nie Polska;) Tam, żeby trafić choćby do policji trzeba spełniać szereg rygorystycznych (bardziej niż w Polsce) wymagań, a żeby trafić do "zbrojnej" formacji trzeba 5 lat odsłużyć. Bez żadnego potknięcia, nagany czy błędu. Tak więc kiedy policjant w UK ZASTRZELI kogoś to wiem, że zrobił to człowiek wyszkolony i doświadczony i w 99% sytuacji miał rację strzelając. Więc te zamieszki nie są "protestem" w sprawie śmierci człowieka. Są wykorzystaniem sytuacji do własnego... Wzbogacenia się o nowy telefon, bluzę i puszki fasolki (bo sklepy spożywcze też padają ofiarą włamywaczy i to nie tylko z powodu alkoholu - normalne jedzenie też kradną!)


Sposób? Najprostszy z możliwych. Niestety brutalny, ale inaczej z bydłem - bo ludźmi ich nie nazwę - nie można. Biały, Czarny, Żółty, Różowy - jak idzie z nożem/pistoletem/kawałkiem krawężnika/koktajlem Mołotowa* w ręce to po prostu kula w łeb. Plusy rozwiązania? Całe mnóstwo:
1 - strach. Jak by się bali kary (zwłąszcza ostatecznej) to by się opamiętali. Przynajmniej część.
2 - szacunek. Będzie skutkiem strachu. I wystarczy.
3 - parę osób zginie - ale biorąc pod uwagę uczynki tych "ludzi" to nie będzie wielka strata, a raczej zysk - mniej pobierających zasiłki
Jak dla mnie wystarczy. Może i są to rozwiązania na miarę Sędziego Dredda, ale jeśli mamy do wyboru to lub płonące sklepy, domy i samochody to jak dla mnie to nie jest wybór tylko konieczność. Bo inaczej, nawet jeśli się opanuje sytuację teraz to ona się powtórzy. Za tydzień, miesiąc czy rok...

PS. A i założę się, że główną linią obrony wielu zatrzymanych będzie oskarżanie o rasizm. Coś w stylu "zostałem aresztowany bo jestem czarny". Niestety, polityczna poprawność w UK doprowadza do tego, że oskrażenie kogoś o rasizm jest najlepszą formą obrony. I co gorsza często skuteczną:/

* niepotrzebne skreślić


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Krytyka czyli prawda w oczy kole...

wtorek, 02 sierpnia 2011 20:51

Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że cierpimy na przerost… No właśnie czego? Ambicji? Nadziei? Chęci pokazania, że nawet największa katastrofa czy tragedia jest powodem do dumy?

Takim przykładem jest smoleńska katastrofa z ubiegłego roku. „Zginął mąż stanu” – wszyscy wiemy, że był to dotychczas jedyny prezydent RP z którego nabijały się gazety zagraniczne. Był to człowiek potrafiący pokłócić się o samolot rządowy z premierem, a nawet o krzesło na spotkaniach międzynarodowych. Był to człowiek wyzywający żołnierzy wykonujących swój obowiązek chronienia głowy państwa. W Tbilisi im się udało. W Smoleńsku nie. Może nie chcieli po raz drugi być nazwanymi tchórzami publicznie?

Tak, to była katastrofa. Żal za ludźmi. Ale nie zginęli bohatersko. Ot wypadek, pełno ich na co dzień: w 2008 roku średnio codziennie w wypadku drogowym ginęło 14 osób (5 437 osób w ciągu roku) czyli „Smoleńsk” mieliśmy co 7 dni. Nie ma żałoby narodowej, nikt nie obwinia rządzących… Czy ludzie ginący w wypadkach na drogach są mniej istotni? Fakt, to nie są prezydenci czy generałowie. Ale jednak giną… Ból i cierpienie ich rodzin jest takie samo. A może nawet bardziej szczere, bo nie podszyte poglądami politycznymi...

Tak samo jest z tym słynnym tekstem o „katastrofie narodowej” ministra Sikorskiego. Ale czy nie ma racji? Tysiące ludzi zginęło, miasto spłonęło. Bo parę osób z dowództwa AK postanowiło się rzucić na Nazistów. Czyn bohaterski, oczywiście. Ale i głupi. Podobnie jak powstanie listopadowe i styczniowe. I doświadczenie tych dwóch powstań (o innych nie wspominając) nic ludzi nie nauczyło. Tak, żołnierze walczyli i ginęli bohatersko. I należy im się hołd. Ale to w niczym nie zmienia faktu, że decyzje dowództwa były złe i podyktowane bardziej chęcią zaimponowania światu (i Rosjanom) niż realną szansą na zwycięstwo. Pomijam fakt, że nie przeprowadzono ewakuacji ludności cywilnej (Polaków!) z miasta.

Więc czy 63 dni walki z wielokrotnie silniejszym przeciwnikiem, zakończone 200 tysiącami ofiar i ponad 220 tysiącami ludzi wywiezionych z miasta na roboty przymusowe i do obozów zagłady jest godne tylko i wyłącznie pochwał? Niemcy stracili w tym zrywie niepodległościowym mniej niż 27 tysięcy żołnierzy. Więc oceniajmy fakty, a nie mity!

Bitwa pod Wizną (40 poległych Niemców na każdego poległego Polaka) to było bohaterstwo i sukces. Obrona Westerplatte (brak ludności cywilnej, pierwszy przyczółek Wojny Obronnej 1939 roku) była bohaterska i dawała nadzieję.

Powstanie Warszawskie? Dało pył, ruiny i łzy… Historię, którą można opowiadać i z której możemy być dumni – bo było to bardzo bohaterskie. Ale to była niestety katastrofa – źle przygotowana, bezcelowa, nie dająca nic oprócz właśnie historii o bohaterstwie dzieci z karabinami…

Żeby było jasne - nie jestem przeciwnikiem oddawania hołdu poległym. Ale nie róbmy z osób odpowiedzialnych za to nieudane powstanie bohaterów! 

 

PS. A dzieciom z karabinami w Somalii współczujemy, prawda? I potępiamy tych „dorosłych” co tę broń im dali i nauczyli jej używać. A w 1944 roku….


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

czwartek, 22 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  980 249  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O moim bloogu

Młody (coraz mniej), ambitny (coraz więcej) człowiek z własnymi poglądami. Nie korzystam z jednego źródła, nie ufam bezwarunkowo tylko jednej stronie, w każdej sytuacji staram się patrzeć na...

więcej...

Młody (coraz mniej), ambitny (coraz więcej) człowiek z własnymi poglądami. Nie korzystam z jednego źródła, nie ufam bezwarunkowo tylko jednej stronie, w każdej sytuacji staram się patrzeć na punkt widzenia innych i na tym opieram swoją opinię.
Czasem bezkompromisowo, czasem łagodnie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 980249

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl