Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 268 205 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

e-podręcznik? Nie, dziękuję - jest za tani!

piątek, 31 sierpnia 2012 8:50

Nie tak dawno ogłoszono listę zatwierdzonych przez MEN podręczników. I kolejny rok nie są one dostępne w formie elektronicznej.

A jak teraz śledzę wpisy na twarzo-książce znajomych mających dzieci to widzę kwoty wydawane na dziecko w wieku szkolnym na podręczniki...

700zł...

900zł...

I to mówimy o książkach na jeden, dziesięciomiesięczny sezon dla jednego dziecka. A ponieważ lista zatwierdzonych podręczników zmienia się co roku i też co roku inne wydawnictwo daje w łapę temu czy innemu nauczycielowi by ten wybrał ich podręcznik, stąd odpada możliwość zakupu używanego zestawu książek.

Oczywiście jest jeszcze kwestia noszenia tych książek. A jak wiemy i twarda okładka i kredowy papier trochę ważą. Dodajmy do tego ćwiczenia, zeszyty, parę długopisów, kredki, ołówki, gumki, ostrzałki i drugie śniadanie i będzie dobre 10-15kg lub więcej na jednego ucznia do noszenia przez 4-8 godzin dziennie!

 

Idealnym, i jakże nowoczesnym rozwiązaniem, byłoby skorzystanie z e-booków czyli książek elektronicznych. Taki czytnik e-booków nie dość że jest sporo tańszy (bo kosztuje od 180zł/szt) to jeszcze waży ćwierć kilograma i mieści setki książek lub... podręczników! A jestem przekonany, że spokojnie by kilka lat posłużył.

Dlaczego więc nie ma podręczników w wersji elektronicznej?

Bo niestety nasz rynek do nich nie dorósł!

Książki w formie elektronicznej kosztują dokładnie tyle samo co w wersji papierowej w tej samej księgarni. Czyli koszt papieru, druku i transportu jest wliczony również w cenę książki cyfrowej (bo że jest zerowy w wydaniu papierowym nie wierzę!). Masakra.

No i do tego dochodzi jeszcze kwestia tego czy ludzie by kupowali elektroniczne podręczniki czy po prostu każda osoba z klasy by kupiła jeden i skopiowała go dla reszty? Co w sumie dla wielu ludzi byłoby doskonałym rozwiązaniem, a znając nasze społeczeństwo, zapewne większość by tak postępowała...

 

I w ten sposób zarówno obrywają drzewa jak i kieszenie rodziców. A kto zyskuje? Wydawca, budujący nową willę w San Marino;-)

 

Ale wiadomo - w mediach królują ludzie, którzy nie umieją czytać umów i przez to tracą pieniądze w Amber Gold i Finroyal....


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Ja, eSBek...

czwartek, 30 sierpnia 2012 13:45

Wiem, że już ciskałem gromy na różne głupoty wypisywane pod różnymi artykułami w sieci. Jednakże z przykrością stwierdzam, że jest coraz gorzej!
Wczoraj na przykład trafiłem na kompletny życiorys majora Tadeusza Olejnika, ojca znanej współcześnie dziennikarki, która nawiasem mówiąc karierę też zaczynała w poprzednim ustroju.
Z tego co wiem, to każdy z nas ma rodziców, którzy (w zdecydowanej większości) pracują. W PRL-u też się pracowało. Były potrzebne również służby: wywiadu wojskowego, milicji a nawet ZOMO (czyli odpowiedników współczesnych nam oddziałów przeznaczonych do pacyfikacji kiboli po meczach). Podobnie jak służbę medyczną, celną czy sprzątającą śmieci!
Czy to, że ktoś się przykłada do powierzonych obowiązków i wykonuje je zgodnie z zaleceniem przełożonych to coś złego?
Nie.
Oczywiście, nie mówię tutaj o skrajnych przypadkach gdy milicjant (konkretny, podany z imienia i nazwiska) pałował niewinnego obywatel - to jest zupełnie inna sytuacja. Ale przekreślanie kogoś tylko dlatego, że w poprzednim ustroju pracował w takiej czy innej służbie?! I to nie dlatego, że ta konkretna osoba zrobiła coś złego tylko dlatego, że w ogóle pracowała! Że "śmiała" wykonywać polecenie jakim było zwalczanie opozycji - czyli dzisiejszych władz!
A co gorsza - uważa się, że dzieci takich osób też są przeklęte! Że pracujący w niebieskim mundurze milicjant 8 godzin na służbie pałował opozycję polityczną, a później kolejne 6 godzin dnia indoktrynował żonę i dzieci w domu!
Ludzie, litości!
Na upartego można stwierdzić, że każdy kto ma jakiekolwiek doświadczenie zawodowe sprzed 1989 roku pracował na rzecz PRL! Bo takie były realia! A nie każdy jest rewolucjonistą, żeby zrzucać mundur i walczyć przeciw władzy, bo stoczniowiec przeskoczył przez płot. Na tej samej zasadzie dzisiejsza policja powinna dołączać do anarchistów czy narodowców tylko dlatego, że mogą oni za 20 lat dojść do władzy i powiedzieć, że każdy kto pracował w 2011 roku w policji to zły człowiek, że działał na szkodę państwa i należy go wykreślić z wszelkiego życia społecznego bo będzie donosił do CBA albo CBŚ!

Idąc dalej - czy skoro ex-pracowników służb mundurowych PRL należy wykreślić z wszelkiego życia w Polsce, bo rzekomo donoszą Rosjanom o wszystkim (bo przecież każdy szeregowy prawcownik SB codziennie dzwonił na Łubiankę* z donosami na Kowalskiego spod 6stki i nadal będzie tam dzwonił) to dlaczego nie zrobić tego samego ze współczesnymi mundurówkami? W końcu oni też działają na podstawie obowiązującego obecnie prawa, również działają przeciwko opozycji (via słynny agent Tomek), a mimo to nikt ich nie wyrzuca na margines społeczeństwa!
I to się nazywa sprawiedliwość?
To jest to słynne przebaczanie Katolików (czyli niektórych fanatycznych polityków, które byłych eSBeków by najchętniej spaliły na stosie)?
Ba, można by wręcz stwierdzić, że taki "świeży" agent ma sporo wiedzy tajnej, którą moze wykorzystywać przy robieniu kariery politycznej. Na całe szczęście agent Tomek był zbyt zajęty "zaliczaniem" pań z opozycji i rozbijaniu luksusowych aut na koszt nas wszystkich by zdobyć jakąś sensowną wiedzę, ale gdyby trafił się naprawdę świetny agent służb specjalnych? I później zacząłby karierę polityczną? Nawet nie chcę sobie tego wyobrażać.

Tak więc zrozumcie, że ludzi należy oceniać przez pryzmat ich własncyh działań, a nie opinii firmy w której pracuje! Bo ani SB, ani UB czy też MO to nie było SS!

Więc trochę rozsądku i myślenia ludzie. Nikt nie lubił PRL, ale wszyscy chcą by państwo dało przywileje z PRL nie zabierając korzyści kapitalizmu. A tak się niestety nie da.
To, że ktoś gdzieś pracował nie oznacza że jest złym człowiekiem!
A to, że ktoś jest dzieckiem człowieka pracującego gdzieś tam ma jeszcze mniejsze znaczenie!

 

I może zamiast rozliczać ludzi z tego gdzie pracowali (nie mając żadnych dowodów, że np współpracowali czy współpracują z obcym wywiadem na szkodę Polski) to może zajmijcie się przyszłością? Bo wylewać "anonimowo" żale w internecie jest  łatwo, ale już zrobić coś chociażby dla siebie, by sobie samemu było lepiej to już nie.
A na koniec dowcip prl-owski o powodach wstąpienia do partii;-):
Baca zapisuje się do partii. Pytany o powód tej decyzji wyjaśnia:
- Ano,dziadek należał do Harnasiów,ojciec do Janosików,to i ja chcę być w jakiejś bandzie.

 

PS. Żeby było jasne - za młody jestem żebym miał w historii zatrudnienie w SB, UB czy MO.  No chyba że IPN znajdzie papiery o mojej współpracy z SB i donosach o tym, że dzieciaki w żłobku nie robiły kupki regularnie ;-) Tytuł ma za zadanie prowokować :-)

* Łubianka - siedziba KGB/FSB w Moskwie.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wieczna młodość...

sobota, 25 sierpnia 2012 6:53

Wszyscy od lat znamy kremy wygładzające zmarszczki. Podobnie jak dziesiatki innych kosmetyków mających odwrócić skutki upływającego czasu, wyniszczającego organizm środowiska czy choćby efektów nadmiernego opalania się.
Czy można wymyślić coś nowego w tej branży?
Można.
I to wcale nie w Stanach Zjednoczonych - kraju wymyślnych wynalazków nikomu tak naprawdę niepotrzebnych, ale w dalekich Indiach.
Firma Ultratech India, istniejąca od 1992 roku wypuściła w tym roku na rynek nowy produkt o dość enigmatycznej nazwie "18 Again".
Na początek smutna wiadomość: panowie, ten kosmetyk jest tylko dla kobiet. Rishi Bhatia, menadżerka firmy, tłumaczy: "18 Again ma szansę stać się sposobem kobiet na zdobycie nowej pewności siebie". A w jaki sposób kobiety nabędą tę pewność siebie?
Otóż "18 again" to krem mający poprawić elastyczność... waginy!
No cóż, jak widać jest zapotrzebowanie na tego typu kosmetyki - zwłaszcza że we wspomnianych Stanach wykonuje się chirurgiczne zabiegi odmładzania tej właśnie części kobiecego ciała.
Po zmarszczkach, ujędrnianiu biustu, likwidacji celulitu i zbędnego owłosienia pojawiają się kolejne pomysły na zbicie fortuny przez koncerny farmaceutyczne i kosmetyczne. Niestety, nie potrafię stwierdzić na ile ten kosmetyk jest skuteczny, ale wg reklamy (poniżej), po jego użyciu kobieta "czuje się niczym dziewica"

Indie są krajem konserwatywnym, toteż sama wymowa tej reklamy wzbudza kontrowersje. W końcu "nieważne jak mówią, ważne że mówią". A reklama obiegła świat...

Z drugiej strony - upływ czasu jest normalną sprawą. Nikt nie robi się coraz młodszy. A personalnie uważam, że osoby (głównie kobiety, choć niektórzy mężczyźni też) starające się za wszelką cenę odmłodzić po prostu przesadzają i zwyczajnie źle wyglądają. W myśl powiedzonka "z tyłu liceum, z przodu muzeum". I do tego strój odpowiedni dla nastolatki na 40-letniej osobie.

No i pytanie czy stosowanie tego kosmetyku nie będzie mieć skutków ubocznych, zwłaszcza u mężczyzn będących "przypadkowo" wystawionych na jego działanie podczas stosunków płciowych? Bo jak u faceta pewna część ciałą stanie się od tego bardziej "elastyczna" to raczej nie wywoła to zachwytu partnerki;-)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (32) | dodaj komentarz

Nie wszystko (Amber) Gold, co się świeci... część II

sobota, 18 sierpnia 2012 20:36

No i się zaczyna... Wygląda na to, że ludzie nie będą czekać na inicjatywę jakiegoś populistycznego polityka w kwestii odszkodowań za inwestycje w Amber Gold, a sami postanowili o nie zawalczyć. Kancelaria Dobrzyniecki & And Partners Law Office LLP została wynajęta przez grupę "pokrzywdzonych" klientów firmy Amber Gold, by przygotować pozew zbiorowy skierowany przeciw Skarbowi Państwa z (cytuję) "(...) tytułu zaniechań instytucji państwowych, które to doprowadziły do zawierania umów przez konsumentów z tym przedsiębiorstwem." Rzekomo jednym z argumentów jest fakt, że wielu klientów myślało że zawiera umowę z bankiem!

No cóż, inni klienci (wg doniesień serwisu BizTok) byli przekonani, że inwestują w firmie Alpen Gold! Może to pora oskarżyć firmę Kraft Foods (właściciela marki Alpen Gold) o sprzeniewierzenie 200 tysięcy złotych poznanianki?!

Jak widać, klienci w ogóle nie byli zainteresowani przeczytaniem NAZWY firmy, nie mówiąc już o regulaminach, Ogólnych Warunkach Umowy czy opiniami o danej instytucji.

A już w 2009 roku Komisja Nadzoru Finansowego ostrzegała o swoich podejrzeniach wobec firmy Amber Gold!

Więc gdzie tu zaniechanie?

Gdzie błąd państwa?

Ludzie chcą wolności jak długo się im dobrze wiedzie, ale jak coś spierdolą to winnych szukają wszędzie naokoło. A gdzie można się dorobić na obwinianiu jak nie skarżąc Skarbu Państwa? Wystarczy sąd, który lubi ideę opiekuńczego państwa (albo chce w najbliższym czasie zacząć karierę polityczną) by wydać niesprawiedliwy dla całej reszty uczciwie harującego społeczeństwa i nakazać państwu (czyli nam) zwrot (dobrowolnie!) oddanych Amber Gold pieniędzy. A jak wiemy sądy w Polsce potrafią nie mieć niczego wspólnego ze sprawiedliwością czy społecznym interesem.

Nie zostanie wtedy nic innego jak przygotowanie własnego wniosku nakazującego państwu wypłacenie takiego samego odszkodowania obywatelom wystarczająco myślącym, by nie wpłacać pieniędzy do Amber Gold. A dlaczego by nie? Skoro osoby nieumiejące czytać ze zrozumeiniem mogą dostawać kasę za błędną decyzję, to ja chcę kasę za to, że umiem czytać ze zrozumieniem!!

 

Inna kwestia to fakt, że z zabezpieczonego majątku firmy (m.in. prawie 60kg wysoko wartościowych kruszców) klienci odzyskają swoje pieniądze na samym końcu - wcześniej jest Urząd Skarbowi, ZUS i reszta stada urzędów, później są zaległe wynagrodzenia dla pracowników, a dopiero później klienci. Choćby po takim ułożeniu "łańcucha" wierzycieli bankrutujących firm widać gdzie państwo ma obywatela...

 

No cóż, sprawie się na pewno będę przyglądać z wielką ciekawością...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

To nie jest kraj dla przepisowych ludzi...

wtorek, 14 sierpnia 2012 9:47

I jak tu być praworządnym w tym kraju? Gdy na każdym kroku obywatel praworządny traci?
Weźmy na ten przykład tak prozaiczną kwestię jak ruch uliczny i jego płynność. Oczywiście nie sposób tutaj wspomnieć, że na zachodzie jadąc przepisowo główną ulicą się ją przejeżdża na tzw "zielonej fali".
W Polsce zjawisko "zielonej fali" w sygnalizacji świetlnej występuje przy prędkościach grubo powyżej dopuszczalnej. I to nie mówię o kluczeniu uliczkami tylko poruszaniu się jednym ciągiem.
Przykładem może być np ulica Powsińska w Warszawie, którą codziennie jeżdżę. Dzisiaj udało mi się w końcu przejechać ją całą nie zatrzymując się na światłach. Na liczniku prędkość dochodziła do 120km/h!
Dlaczego tyle? Bo prędkości w granicach 40-100km/h powodowały zatrzymywanie się na kolejnych światłach...
A mówimy o głównej, prostej drodze z regulacją sygnalizacją świetlną!
Czyli skoro miasto działa przeciwko obywatelom, zmuszając ich do większego spalania (jazda ze stała prędkością ~100km/h jest znacznie ekonomiczniejsza niż kilkukrotne zatrzymanie i ruszenie spod świateł) i tracenia czasu na światłach to dlaczego obywatele mają się na to godzić? Jakby na to nie patrzeć, zwykłe naciąganie.
Innymi słowy, stosując się do obowiązującego prawa, tracimy nasze legalnie zarobione pieniądze!
Wiem, że złe prawo nie upoważnia do jego łamania, jednak niestety - nie zauważam trendu do zmiany złego prawa, a jedynie do podnoszenia sankcji za jego łamanie - czyli do łatania budżetu z kolejnych pieniędzy obywateli...
A jestem przekonany, że gdyby istniały drogi pozwalajace przejechac w Polsce 400km w mniej niż 6-7 godzin, a w miastach główne drogi (bo wiadomo, że każdej się nie da) były ustawiane pod kątem płynnego poruszania się z legalnymi prędkościami (~50km/h) to nikomu nie opłacałoby się jechać szybciej!
A tak? Łamiąc przepisy trasę z Warszawy do północnej Wielkopolski zamiast w ponad 5 godzin się robi w niecałe 4 godziny. Zakładając tylko jedną podróż w obie strony w ciągu miesiąca, rocznie zyskuje się dobę! Cały dzień wycięty z życiorysu przez stosowanie się do przepisów na jednej, nienajdłuższej trasie.
A na co dzień? Różnica czasowa w jeździe przepisowej a nieprzepisowej potrafi sięgnąć 100%! A w dodatku jadąc nieprzepisowo ma się szansę przejechać płynnie. To może jednak miasto zachęca do szybszej jazdy??

PS. Oczywiście przykłady osób pokroju p. Plichty tylko potwierdzają tytuł tego wpisu i to w znacznie gorszym znaczeniu niż złamanie ograniczenia prędkości...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

wtorek, 26 września 2017

Licznik odwiedzin:  985 148  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O moim bloogu

Młody (coraz mniej), ambitny (coraz więcej) człowiek z własnymi poglądami. Nie korzystam z jednego źródła, nie ufam bezwarunkowo tylko jednej stronie, w każdej sytuacji staram się patrzeć na...

więcej...

Młody (coraz mniej), ambitny (coraz więcej) człowiek z własnymi poglądami. Nie korzystam z jednego źródła, nie ufam bezwarunkowo tylko jednej stronie, w każdej sytuacji staram się patrzeć na punkt widzenia innych i na tym opieram swoją opinię.
Czasem bezkompromisowo, czasem łagodnie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 985148

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Film

Pytamy.pl