Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 253 550 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

i po wyborach

poniedziałek, 25 maja 2015 6:30

Nowy Prezydent RP - Andrzej Duda. Pochodzenie: Prawo i Sprawiedliwość.

 

Czytam opinie w Internecie po ogłoszeniu sondażowych wyników i widzę, że bardzo wiele młodych ludzi się cieszy. Wierzy, że będzie lepiej. Zwłaszcza, gdy są to ludzie w wieku 20-25 lat. Ludzie, którzy twierdzą, że mają dość straszenia PiS-em.

 

Mam trochę więcej niż 25 lat. Nie wnikając za bardzo w swój PESEL, powiem tylko, że w drugiej połowie 2004 roku wyprowadziłem się z domu rodzinnego, w 2005 roku zacząłem pracę zawodową by mieć na utrzymanie. Pracowałem ciężko i długo, bo zarabiałem 4,2 zł brutto na godzinę. Do pracy szedłem z butelką przegotowanej wody i kupionym bochenkiem krojonego, świeżego chleba. Tak, w pracy na 12 czy niekiedy 13 godzin miałem dosłownie chleb i wodę. Bo na więcej mnie nie było stać.
W 2006 roku wyemigrowałem do Londynu, gdzie spędziłem prawie 4 lata (bez 2 miesięcy). Wróciłem, mieszkam w innym mieście niż w 2005 roku, pracuję w innej branży na innym stanowisku. Zarabiam lepiej. Ale nie będę tego porównywał, bo jak wspomniałem: moje personalnie okoliczności są zupełnie inne.

<<Tylko jedna uwaga statystyczna, bo do tych wartości będę się odnosił: zgodnie z informacjami na Wikipedii (link), inflacja w latach 2005-2014 wyniosła w Polsce w sumie 22,7%. Wiem, że inflacja jest równie miarodajna jak średnia krajowa, ale trzeba mieć jakąś bazę do obliczeń.>>

 

Mój kolega, bliski kolega (w kwietniu zostałem ojcem chrzestnym jego syna) wciąż mieszka w tym samym mieście w którym mieszkałem w 2005 roku. Pracuje w tej samej firmie co w 2005 roku (na skutek przejęcia przez inną firmę zmieniła się nazwa, ale miejsce pracy i stanowisko jest to samo). Jaka jest różnica w jego życiu? Zarabia mniej więcej 3x tyle netto ile zarabiał w 2005 roku. A różnica w życiu? Moim zdaniem duża i oto kilka przykładów.

Kolega pali papierosy (niestety). W 2005 roku bywały momenty, że musiał wybierać czy kupić papierosy czy chleb. Obecnie nie ma tergo dylematu.

W mieszkaniu kolegi było bardzo nieefektywne i drogie ogrzewanie. W ubiegłym roku zainstalował nowe. Kosztowało go to 12 000 złotych. Patrząc na inflację, ten sam system w 2005 roku kosztował (teoretycznie) niecałe 9 800 zł. Zarabiając wtedy 550 zł netto trzeba było wydać prawie 18 pensji na efektywny system ogrzewania. Zarabiając obecnie 1800 zł netto trzeba było wydać 7 pensji na to samo. Ale to przy tej statystycznej inflacji. Załóżmy, że wzrost cen był dużo większy przez te 10 lat. Przyjmijmy 50%. Czyli, że ten system ogrzewania w 2005 roku teoretycznie kosztował 6 000 zł. Przy zarobkach 550 zł netto to równowartość prawie 11 pensji. W porównaniu do 7 pensji w 2014 roku wciąż jest to o ponad połowę droższe!

Czy w 2005 roku kilogram filetów z kurczaka kosztował 6 złotych? Bo ja pamiętam, że kosztował w okolicach 10 zł. Obecnie widzę w Tesco cenę 15zł/kg. Co znów pokazuje, że wzrost zarobków był wyższy niż kosztów!

O ile papierosy nie są artykułem pierwszej potrzeby (nigdy nie paliłem nałogowo, więc mogę się mylić), o tyle ogrzewanie czy mięso już jest. A to tylko dwa przykłady.

 

Czy ma z tym coś wspólnego polityka? Ma i to bardzo dużo. Czy Polska odniosła sukces przez ostatnie 10 lat? Tak, moim zdaniem odniosła. Nawet kwestia "zielonej wyspy" jest sukcesem. Co z tego, że wybierano dane do badań, skoro te same algorytmy były stosowane wobec wszystkich państw? Czyli tam gdzie mimo "optymalizacji" było na czerwono to było lepiej niż tam gdzie było na zielono? Śmiem wątpić. I też mam na to przykład: inny kolega wyemigrował w 2006 roku, parę miesięcy później. Pracuje do dzisiaj w tej samej branży w Londynie. Podwyżki od tamtego czasu miał dwie: jedna o 23% gdy zmieniał firmę w 2008 roku. Ale od 2008 roku do 2014 roku zarabiał tyle samo, aż w końcu padła decyzja o podwyżce w wysokości 12,5%. Tymczasem inflacja w UK (link do źródła) w latach 2008-2014 wyniosła prawie 18%. Pierwszej podwyżki nie chciałbym brać pod uwagę, bo była związana ze zmianą firmy, więc jest to obraz zafałszowany - zazwyczaj gdy zmieniamy firmę to na taką oferującą lepsze warunki. Ale nawet gdyby to wykorzystać to podwyżki jakie otrzymał kolega w latach 2006-2014 wyniosły 38,5%. Inflacja w tym czasie w UK wyniosła 25%. W porównaniu do Polski i zarobków pierwszego kolegi, którego skok wynagrodzenia jest liczony w setkach procent w bardzo zbliżonych ramach czasowych (minimalna krajowa brutto w Polsce w latach 2005-2015 wzrosła o ponad 106% - link).

 

Co ma z tym wspólnego wybór PiS na Prezydenta Polski i prawdopodobnie oddanie im większości sejmowej jesienią? Zmianę stabilnej sytuacji. Retoryka PiS jest jasna: antyrosyjska i antyniemiecka. Eksport do tych pierwszych jest ważną częścią naszej gospodarki, ci drudzy mają decydujący głos w Unii Europejskiej. A PiS sięga do USA, gdzie wciąż bez wizy nie możemy wjechać - z krajów UE tylko my i Rumunia mamy wizy! Do naszego największego (podobno) sojusznika! Zacznie się też polowanie na czarownice w stylu PiS czyli medialne i kosztowne dla państwa, tj. podatników. Że przypomnę sprawę Mirosława G. (link), w której zapadł już niejeden wyrok, m.in:
"W czerwcu 2011 Trybunał w Strasburgu uznał, że:

  • wydanie orzeczenia o aresztowaniu Mirosława Garlickiego przez asesora stanowi naruszenie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i zasądził na rzecz poszkodowanego 8 tys. euro odszkodowania od państwa polskiego
  • można mówić o poniżającym traktowaniu pokrzywdzonego podczas jego zatrzymania, jednak sprawą tą w pierwszej kolejności powinny się zająć polskie sądy.
  • kwestia naruszenia domniemania niewinności przez wypowiedź ministra Ziobry "nikt już przez tego pana pozbawiony życia nie będzie" została rozstrzygnięta wcześniej przez polskie sądy na korzyść poszkodowanego"

Jasne, PO też ma dużo za uszami. Jednak w jakiej kwestii PO spotkaliśmy się z wyrokiem Trybunału w Strasburgu?
Osobiście uważam, że cała ta "elita" polityczna jest do wymiany. Afera z kilometrówkami dobitnie to udowodniła (inna sprawa, że wyszła na jaw dzięki rynsztokowemu zachowaniu się posłów PiS wraz z rodzinami). Ale nie zmienia to faktu, że rząd PO moim zdaniem dawał poczucie stabilności w tak niepewnych gospodarczo czasach.

Przypomnę jeszcze tylko koszt obietnic wyborczych obu kandydatów z II tury (link):
Andrzej Duda: 291,4 mld złBronisław Komorowski: 34,5 mld zł
Dla porównania deficyt budżetowy w 2014 roku był niższy niż 30 mld zł. Skąd więc Duda chce wziąć pieniądze na swoje obietnice? Bo jego obietnice nie gwarantują podwojenia dochodów Polski w najbliższych latach ("Dochody (w 2015r. - przyp. autora) zaplanowano na 297 mld 252 mln 925 tys. zł" - link)

 

Tak więc niestety szanowni wyborcy, wybraliście zmiany na gorsze (spełnienie tylko połowy obietnic Dudy będzie skutkować wyższymi podatkami, bo przecież trzeba te pieniądze jakoś wyczarować - a przecież czeka nas jeszcze rajd po obietnicach wyborczych na jesieni!)

 

PS. Jeszcze jedno, by uciąć zgryźliwe komentarze: kolega w Polsce pracuje za minimalną krajową. Tylko bierze nadgodziny i stąd wypłata w wysokości 1800 zł netto. 200-220 godzin roboczych w miesiącu to dla niego norma (gdzie wg kodeksu pracy w tym roku etat to między 160 a 184 godziny miesięcznie). W 2005 roku też pracowaliśmy powyżej standardowego etatu. W Wielkiej Brytanii stawka jest godzinowa i na jej podstawie określam procentowy wzrost wysokości wynagrodzenia. W obu wymienionych przypadkach zawarte umowy zawierają punkt, że nadgodziny są płacone wg stawki bazowej.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

drodzy rowerzyści...

poniedziałek, 23 lutego 2015 14:13

Znów gdzieś w necie samochody zostały zaatakowane jako pojazd nieekologiczny, a kierowcom zasugerowano przesiadkę na rower. Cóż mogę powiedzieć, chyba tylko, że tak, właśnie, będę rowerem jeździć ponad 20 km do pracy: w deszczu i w słońcu. A w biurze prysznica brak... Co z moją potliwością (występującą nagminnie, również w temperaturze pokojowej bez wysiłku) oznacza, że nawet w zwykły, pochmurny dzień dojadę przepocony i śmierdzący. Moi współpracownicy zapewne pokochają moją "ekologiczność" oraz "naturalność" a kobiety będą się w kolejkę ustawiać przy moim biurku, bo w końcu "prawdziwy facet który pachnie jak facet a nie wyperfumowana pinda w rurkach". Czyli rower jest dla mnie rozwiązaniem na koszty utrzymania samochodu, wydatki na dezodoranty (bo po co mi one, skoro po tych 20km nikt nie będzie czuł że jakiegokolwiek używałem) oraz na kwestie popularności wśród płci przeciwnej...

 

A teraz idę kupić sobie jakiś super-wypasiony, hipsterski rowerek marki Ukraina - niech przy okazji bycia eko będzie manifestowane moje poparcie dla bratniego narodu ukraińskiego.

PS. Dla nieznających pojęcia, wyjaśnienie z Wikipedii: ironia


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

wpis idealny

czwartek, 22 maja 2014 5:34

Nie, nie... Mój wpis idealny nie będzie. Będzie o wpisie idealnym. Takim, który po prostu ma w sobie wszelkie składniki, które oddziaływują na nasz mózg. Które sprawiają, że przestajemy się kontrolować.

Właśnie taki tekst przeczytałem. Na blogu "Pokolenie IKEA" trafił się tekst, po którym stwierdziłem, że to wpis idealny.

 

Dlaczego?

 

Zacznijmy od samej konstrukcji: jedna strona A4, krótkich zdań, zapis rozmowy. Nie spelnia hitchcockowskiego założenia, że wpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie narasta. Prawdę mówiąc z takiego zalożenia wychodzą obecnie głównie filmy kategorii B, C czy D... Dla przykładu włączcie sobie pierwsze dwie minuty "Buntu Gargulców". Więcej nie oglądałem, nie dało się...
Wracając do tekstu, nie ma praktycznie akcji. Więc to nie jest budowa napięcia. Szybko się dowiadujemy o co chodzi - a mianowicie o kota.

 

Więc co w nim idealnego?

 

Otóż zgadzam się z nim. Opisuje dokładnie odczucia jakie mam zarówno ja jak i większość posiadaczy dowolnego zwierzaka. Ale to nie wystarczy do tekstu idealnego.

Tekst idealny musi mieć puentę. I to puentę najlepiej odmienną od reszty tekstu. Puentę, która wywoła zupełnie nowe emocje, nieobecne przy wcześniejszej części wpisu.

Ja czytając ostatnie zdanie oplułem monitor ze śmiechu. Dla mnie to wystarczy.

 

A jaki to tekst? Wklejam poniżej (sorry Czarny, nie będę wysyłał ludzi na Twoją stronę, choć niech stracę, tu jest też link):

 

"Jo nie zjadł meduzy (galareta z mięsem), nie wypił lunety (50 tka zmrożonej Wyborowej).

Odmówił spożycia w zacisznym zakątku stołecznej restauracji „Lotos” tatara z łososia, tatara z polędwicy, schabu w galarecie a nawet ozorka.

Na widok ozorka łzy mu nawet przesłoniły oczy i rzekłbym, że Jo wyglądał jakby miał się za chwilę rozpłakać.

To musiało być złudzenie optyczne. Jo nie płakał nawet gdy w środku nocy nadepnął na klocek lego.

W geście rozpaczy zamówiłem mu rosół z kołdunami. Rosół był cienki, kołduny twarde,. JO jadł jednak bez słowa skargi i patrzył tępo w drewnianą boazerię.

Wyszpetniał, ale wyszlachetniał.

- Co on taki dzisiaj? – szepnąłem do Mariana.

- Kot mu zdechł – odszepnął Marian. – Umarł znaczy się. Nie wiem czy po żonie byłby bardziej zmartwiony. Nawet do pały jej nie przyciąga. A z tego co mówi, szlachetna kobieta próbowała go pocieszyć. Twierdzi, że jest w żałobie. A jak ktoś mu mówi, że każdemu się zdarza że mu kot zdechł, to poprawia, że umarł! KURWA UMARŁ!!

- Co się dziwisz. Ludzie przywiązują się do zwierząt.

- No, ale bez kurwa przesady. To był kot. Jakiś obszczymur, dachowiec. Spójrz na to merkantylnie Ile może być wart taki kot? Stówę? – stwierdził Marian pogardliwie.

- No, ja za swojego dałbym więcej.

- Więcej czyli dwie stówy?

- Więcej.

- Tysiąc? –zainteresował się Marian.

- Więcej.

- 10 tys?  - zażartował.

- Jeśli trzeba by było…

- Dałbyś 10 tys. za jebanego sierściucha??? – oczy Mariana powiększyły się do rozmiaru pyz  z cebulką i boczkiem.

- No, co dałbym – wyznałem z pewnym wstydem. – Wartość emocjonalna.

- Ja bym za swojego dał i 50 tys. Żeby tylko ożył – stwierdził Jo i zawiesił się z łyżką nad rosołem.

Marian wstał z obrzydzeniem we wzroku.

- Gdzie idziesz?

- Po łopatę, nekromantę i akumulator."


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

my, bogacze

czwartek, 08 maja 2014 6:38

O ile słyszy się wciąż o sile nabywczej, która jest koronnym argumentem zarówno przeciwników jak i zwolenników porównywania cen polskich z zachodnimi, o tyle ostatnio jednak zostałem bardzo, bardzo niepozytywnie zaskoczony przez zastaną sytuację.

 

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w stolicy naszego sąsiada, Berlinie. Jest tam pewne centrum handlowe na Alexanderplatz, w którym zastaniemy sporo marek z tzw. wyższej półki typu Boss czy Tommy Hillfinger (jak źle napisałem to wybaczcie - nie płacę za t-shirt'a 150zł więc mogę nie wiedzieć ;) ). Zorganizowane tak jak kiedyśbyła u nas Galeria Centrum czyli nie pojedyncze sklepy, a całe piętro otwarte i dwie-trzy kasy w różnych punktach tego piętra. Jest tam też oczywiście dział z kosmetykami. Nie będę tu sypał nazwami, ale gdy spojrzałem na ceny perfum w tym reprezentacyjnym centrum handlowym w zachodnio-europejskiej stolicy i ujrzalem kwotę 99€, a następnie porównałem to z cenami tych samych perfum, w tej samej pojemności w drogeriach brandu Sephora czy Douglas w Szczecinie czy Pile (gdzie średnie dochody są nie tylko, że sporo niższe od dochodów niemieckich, to jeszcze często są niższe niż średnia krajowa polska) i ujrzałem cenę ~500-550zł za kartonik z flaszeczką to myślałem, że się przewrócę.

Perfumy w centrum Berlina są tańsze niż w Polsce w zwykłym mieście! O ile narzut za Warszawę z jej snobizmem i zadzieraniem nosa bym zrozumiał, o tyle tego, że my, naród mający minimalną krajową 5x niższą niż Niemiec musimy płacić więcej za ten sam produkt, w dodatku nie trochę więcej a 20% więcej to po prostu przesada! A wyciągając do tego wspomnianą siłę nabywczą, że dla Niema z minimalną krajową te perfumy to wydatek ~10% jego pensji, a dla Polaka na minimalnej krajowej to wydatek ponad 40% miesięcznego dochodu to już w ogóle jesteśmy nie tylko sto lat za murzynami, ale w ogóle typowym zaściankiem Europy. A co najgorsze - te sklepy sprzedają te perfumy w tak zawyżonych cenach i co rusz otwierają się nowe lokalizacje!

 

PS. Tak, wiem, Sephora i Douglas to typowe, w dodatku dość drogie sieciówki i ceny miedzy Warszawą a Szczecinem niewiele się różnią, no ale do choinki - cośtu chyba nie gra?! Zwłaszcza że porównuję je z centrum Berlina...


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Polska stereotypem stoi

poniedziałek, 07 kwietnia 2014 15:22

Czytuję różne artykuły, często również aktualności zarówno w polskich jak i zagranicznych serwisach. Co daje się zaobserwować w momencie gdy dochodzi do jakiejś kolizji komunikacyjnej (np dzisiaj wypadek dwóch tramwajów w Łodzi) to standardem jest akapit w artykule mówiący "kierujący byli trzeźwi". W zachodnich serwisach gdy sprawcą jest Polak również pojawia się informacja o ilości lub też braku alkoholu w organizmie kierującego. Natomiast gdy wydarzenie dotyczy kogokolwiek z lokalnej, zachodniej społeczności to nigdy się nie pojawia adnotacja, że gość był trzeźwy! Gdy był pijany, to oczywiście jest wspomniane, natomiast nie gdy jest trzeźwy (np tu - po angielsku).

 

Czy naprawdę postrzeganie naszych rodaków zarówno wśród nas, nad Wisłą, jak i nad Balatonem czy Tamizą jest jedno: chleją i nie znają umiaru?! Bo to właśnie jest sugerowane przez taki wpis w artykule. Jakby fakt, że ktoś miał wypadek od razu kazał stwierdzić: musiał być pijany. Rozumiem, że statystyki pijanych kierowców i pijanych sprawców wypadków są wysokie, ale nie popadajmy w paranoję! W ten sposób tylko utwierdzamy stereotyp Polaka-pijaka!!

A potem te jęki i narzekania, że tak jesteśmy postrzegani na świecie. Skoro sami siebie tak widzimy, to czemu świat miałby patrzeć na nas inaczej?


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

czwartek, 22 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  980 233  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

O moim bloogu

Młody (coraz mniej), ambitny (coraz więcej) człowiek z własnymi poglądami. Nie korzystam z jednego źródła, nie ufam bezwarunkowo tylko jednej stronie, w każdej sytuacji staram się patrzeć na...

więcej...

Młody (coraz mniej), ambitny (coraz więcej) człowiek z własnymi poglądami. Nie korzystam z jednego źródła, nie ufam bezwarunkowo tylko jednej stronie, w każdej sytuacji staram się patrzeć na punkt widzenia innych i na tym opieram swoją opinię.
Czasem bezkompromisowo, czasem łagodnie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 980233

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl