Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 268 205 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Demony da Vinci

wtorek, 11 marca 2014 0:14

 

Demony da Vinci. Tytuł średnio zachęcający  i w dodatku wywołujący wśród ludzi skojarzenia z dziełem Dana Browna: "Kod da Vinci".

Ale moim zdaniem sam serial jest wart obejrzenia. Historia jest bardzo ciekawa, nawet jeśli nieprawdopodobna. Dotyka nie tylko życia samego Leonarda i jego wynalazków, ale też tajemniczej organizacji, która daje mu zadanie. Na szczęście nie pada nazwa tej organizacji ;)

Od strony technicznej film prezentuje bardzo wysoki poziom. Nie ma przesadzonych, sztucznie wyglądających efektów specjalnych. Jak to ostatnio w modzie w serialach amerykańskich sceny seksu i nagości są również obecne, włącznie ze scenami homoseksualizmu - aż dziwne, że Kościół nie skrytykował tej produkcji. Brutalność jest również obecna (choć w porównaniu do np "Spartacusa" nie leje się zbyt wiele krwi)

 

Ze smaczków należy dodać pewne powszechnie obecne w świadomości elementy, które niesamowice podkreślają urok serialu. Żeby nie psuć niespodzianki powiem krótko: należy uważnie obserwować zawartość tajnych archiwów Watykanu. Aż miło popatrzeć na niektóre "eksponaty" :)

 

Na chwilę obecną jest pierwszy sezon dostępny, liczący 8 jednogodzinnych odcinków. I pozostawia on spory niedosyt... W tym miesiącu w USA będzie miała premiera drugiego sezonu!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Pompeje 2014

czwartek, 06 marca 2014 6:19
 
Co można powiedzieć o tym filmie?
Generalnie jego akcja mogłaby dziać się gdziekolwiek i kiedykolwiek indziej. Co prawda wiadomo historycznie, że erupcja nie była przewidziana przez nikogo i zaskoczyła ludzi, ale jednak...
Inna sprawa, że film czerpie garściami z hitu jakim był "Gladiator". Serio nie można było nazwać bohatera inaczej niż "Celt"? Skojarzenia z "Hiszpanem" wręcz walą obuchem w łeb! Praktycznie cały początek to historia Maximusa od momentu zabójstwa jego rodziny aż po spotkanie cesarza na arenie. I później, na arenie również widać podobieństwa do "Gladiatora" tak oczywiste, że ten film mógłby dostać Oscara za scenariusz adaptowany z dzieła Ridleya Scotta...

Mimo tylu inspiracji hitem sprzed lat to historia w filmie jest niestety niezbyt spójna i nie ukrywajmy: słaba. Motyw miłosny jest strasznie sztuczny, praktycznie nie istniejący, na siłęwciśnięty na koniec. Gość który decyduje o wyjeździe z miasta na X czasu przed erupcją dociera do portu razem ze spanikowanym tłumem, wciąganie na siłę pewnych wątków etc.
Co można zaliczyć na plus? Świetny pokaz jak to jest w polityce (również starożytnej). Dobra muzyka (choć do "Gladiatora" czy serii ostatnich Batmanów daleko). Scenografia jest ładna i pasuje do historycznych opisów Pompei czy ogólnie rozwiniętych miast starożytnego Cesarstwa Rzymskiego. No i momentami możliwości 3D są w pełni wykorzystane.
 
Do kina w normalnej cenie biletów raczej nie warto iść. Wypożyczyć i obejrzeć w domu w 3D za parę miesięcy - to już prędzej.

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Czas na Polowanie

niedziela, 24 marca 2013 9:51

Kino skandynawskie zawsze było specyficzne. Jednak to właśnie je odróżnia od prostolinijnego kina amerykańskiego czy przesadnie ambitnego kina francuskiego. W Skandynawii poruszają poważne i ważne tematy i w dodatku robią to w taki sposób, że świat to akceptuje. W Polsce film "Pokłosie" został totalnie zjechany za ruszanie niewygodnego epizodu w historii Polaków. Na północy pod tym względem są bardziej cywilizowani.

 

Nie inaczej jest z "Polowaniem" w reżyserii Thomasa Vinterberga. Duński reżyser i scenarzysta za razem dotknął bardzo ważnej społecznie kwestii jaką jest pedofilia i molestowanie seksualne nieletnich. Dziecko w małej, duńskiej miejscowości zmyśliło i powiedziało coś, co wywołało lawinę oskarżeń wobec Lucasa, głównego bohatera, granego przez Madsa Mikkelsena (znanego z roli czarnego charakteru w "Casino Royal"). Tutaj będąc nieśmiałym nauczycielem na prowincji zostaje oskarżony o pedofilię. Zamyka się w sobie, pozostawia sprawy własnemu biegowi, a lokalna społeczność, w której wszyscy się znają i w której zaledwie tydzień z Lucasem pili piwo i zapraszali go na obiad, nagle obraca się całkowicie przeciw niemu. Reakcje są różne, od totalnego ignorowania oskarżonego aż po przemoc fizyczną wobec niego. Atmosfera nienawiści narastała. I to nawet po tym jak policja i sąd stwierdzili, że facet jest niewinny.

 

Smaczku całemu filmowi nadaje fakt, że główny bohater rzekomo molestował córkę swojego najlepszego, wieloletniego przyjaciela. Sprawa rozwija się, a sam film skupia się na reakcji społeczeństwa. Ujawnia również błędy systemu, które zamiast zapobiegać powstawaniu problemów nawarstwia je. Podobnie jak z reakcją dorosłych na całą historię 7-latki, reakcja, która zamiast stać się bezstronną chęcią dojścia do prawdy staje się dążeniem do potwierdzenia swoich podejrzeń. Całość jest okraszona klimatem późnej, skandynawskiej jesieni i zimy, wsparta symboliczny wymiarem kolacji wigilijnej.

 

Gra aktorska jest dopasowana do ról, znalazł się tam nawet polski akcent... Usłyszeć swojskie "cholera" w trakcie gadki po duńsku jest naprawdę miłe. Przez cały film odkrywamy, że powoli stajemy się częścią tej społeczności, mimo, że od samego początku scenariusz twierdzi, że główny bohater jest niewinny.

 

A mimo to, wszyscy mamy świadomość, że tego typu sytuacja może dotknąć praktycznie każdego. I podobnie jak wpisałem przy kwestii gwałtu, przy sprawach o pedofilii dochodzi jeszcze efekt jakim jest dziecięca wyobraźnia i chęć bezspornego wierzenia dziecku. Jednak w filmie pada bardzo ważne zdanie mówiące o społecznym przekonaniu, że dzieci nie kłamią, a tak wcale nie jest.

 

Całość filmu pokazuje bardzo ważny problem. Kto wie czy w najbliższych latach ten problem nie będzie najważniejszym. O ile 7-latka sprawia to wszystko przypadkiem, w związku ze swoją dziecięcą naiwnością, o tyle (jak ukazano w brytyjskim serialu "Skins") w późniejszym okresie nastolatek może takie oskarżenie rzucić z premedytacją, dla osiągnięcia własnych korzyści. I to może być naprawdę kłopot dla przyszłych pokoleń.

 

Tak czy inaczej - warto obejrzeć "Polowanie". Film wciąga, a my jesteśmy ciekawi co stanie się dalej. Również na samym końcu, gdy czekamy na podjecie decyzji przez jednego z mieszkańców...


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

"Zabij ją po 30 minutach"

środa, 27 lutego 2013 7:28

    Wczoraj wieczorem miałem niewątpliwą przyjemność gościć na przedpremierowym pokazie filmu "Hitchcock". Jednym zdaniem: zdecydowanie polecam!

    Na sam początek należy wspomnieć o obsadzie. Tytułową rolę dostał jeden z lepszych aktorów na świecie: Anthony Hopkins. Gra wręcz genialnie, ucharakteryzowany jest doskonale i pasuje do tej roli. Tak naprawdę to ciężko mi wyobrazić sobie aktora, który by lepiej pasował do zagrania Alfreda.
Drugą osobą przyciągającą uwagę jest Helen Mirren. Laureratka Oscara z 2006 roku jest obecna w kinie od tego samego roku co Hopkins czyli od 1967 roku. Długo, jednak o ile Hopkinsa znają wszyscy, o tyle Helen jest nieco mniej znana, co nie zmienia faktu, że strasznie podobała mi się jej rola w filmie "RED". Oprócz tej dwójki starszych aktorów (w filmie Hitchcock ma 60 lat), zobaczymy też młodsze gwiazdy: Scarlett Johansson, która swoją rolą udowadnia, że potrafi świetnie zagrać w każdym rodzaju filmu jak i Jessica Biel. Obie są bardzo znane przede wszystkim z kasowych ekranizacji komiksów ("Avengers", "Iron Man", "Blade"), a Biel również ze słynnych, i co ważniejsze - udanych, remake'ów jak "Drużyna A" czy "Pamięć absolutna". Jako aktorki drugoplanowe świetnie dopełniają ten film i nie dają się zaszufladkować do jednego gatunku filmowego.
    Sama fabuła filmu oficjalnie skupiona jest na kręceniu najsłynniejszego filmu Alfreda Hitchcocka: "Psychozy" z 1960 roku. Pokazuje walkę reżysera o możliwość nakręcenia tego filmu, podczas gdy reszta świata jest temu przeciwna. Jednak w trakcie ujawniają się dość skomplikowane relacje tytułowego bohatera z jego żoną, zupełnie niepozbawione typowych ludzkich problemów dnia codziennego, co dobitnie ukazuje, że pieniądze nie dają szczęścia. Jednak nie jest to jedynie nudna biografia czy dramat - dyskretne wątki humorystyczne, zarówno słowne jak i sytuacyjne co chwilę wywołują uśmiech na naszych twarzach.
Obraz reżysera jaki otrzymujemy jest obrazem kompletnym, w dosadny, ale też i delikatny sposób pokazującym determinację, lęki i pragnienia niesamowicie wciągającej postaci Aflreda Hitchcocka, która przecież stała się wzorem reżyserskim dla kolejnych pokoleń. Dla mnie osobiście, jako osoby młodej, świetnym wątkiem jest szermierka słowna między bohaterem a grupą cenzorów. Bez bicia się przyznaję, że nie wiedziałem, że każdy ze scenariuszy był tak dokładnie analizowany, a decyzja o dopuszczeniu filmu zawierającego taką czy inną scenę była tak trudna do zdobycia. Tu również objawia się geniusz reżysera, który zdołał przekonać tak konserwatywny komitet do swoich racji.
    Również technicznie film jest świetnie spasowany, choć moją wątpliwość budzi kreskówka w TV - czy ona faktycznie istniała już w 1959 roku? Drugim minusem jest niekiedy praca światła: migające flesze aparatów czy dyndająca przez całą szerokość ekranu żarówka po prostu irytują po kilku sekundach, co niweluje zupełnie efekt jaki zapewne chciał osiągnąć reżyser filmu o reżyserze.

Tłumaczenie jest na dobrym poziomie, a jedyne do czego można się przyczepić do zaledwie pojedyńcze słówka nie do końca oddające sens oryginału.

    Trzeba przyznać, że film spełnia pokładane w nim nadzieje, na ekranie widać ciężką pracę włożoną w stworzenie tego dzieła, które po prostu należy obejrzeć :-)

Na zachętę polski trailer filmu:

 

* tytuł wpisu to cytat z filmu


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

"Skyfall... Done."

niedziela, 28 października 2012 21:58

Właśnie wróciłem z kina. Jak widać po tytule, obejrzałem najnowszego Bonda.

 

Co mogę powiedzieć o filmie? Na początek fakt, o którym wiedziałem od samego początku, a w zasadzie od czasów "Casino Royale": Daniel Craig to nie Bond. Tak po prostu mi on do tej roli zupełnie nie pasuje! Podkreślam: MI! Jak komuś się podoba to spoko...

Zostając przy aktorze, gość zabawnie biega. Jedyne porównanie jakie mogę znaleźć dla jego biegu w filmie to bieg Sylwestra Stallone'a w "Niezniszczalni 2". Po prostu jakby obaj czekali na przydział wózka inwalidzkiego z NFZ!

 

Dobra, zostawię już Daniela w spokoju, bo się chłopak jeszcze załamie;-)

 

Sam film wzbudza mieszane uczucia i to nie bacząc na osobę aktora. Na sam początek scena w Istambule. Oglądając ją miałem wrażenie, że spora część była robiona w tym samym miejscu co film "Uprowadzona 2", który pojawił się w kinach całkiem niedawno. Małe faux pas moim zdaniem.

Później dostajemy kolejne sceny, wpierw oczywiście zawiązanie spisku, a potem wkracza Bond i jak zawsze wiemy, że wszystko się dobrze skończy. Nie tym razem...

 

I TU UWAGA - POJAWIĄ SIĘ SPOILERY...

 

Sam film stara się opowiedzieć za dużo na raz i przez to jest właśnie niedopracowany, niedopowiedziany i tak generalnie pozostawia bardzo średnie wrażenie!

 

Na początek - Bond dostaje kulkę, spada do rzeki z cholernie wysokiego mostu, a następnie spływa wodospadem. Parę scen później widzimy go praktycznie w pełni żywego, całującego się z jakąś laską na plaży. Hmm, tak jakby zabrakło informacji kto go wyłowił i dlaczego ta informacja nie dotarła do Londynu. Ot, przeżył.

Cóż, kiedy zamach dotyka stolicy brytyjskiego imperium, nasz dzielny agent wraca. I dzięki niewielkiej pomocy (sentymentalnej!) M rusza za sprawcą całego zła, który nawiasem mówiąc załatwia po prostu prywatne porachunki.

 

No więc mamy tutaj trzy główne wątki:

 

1) klasyczny Bond.

Czyli bij-zabij wroga. Czy się udało, cóż, mnie nadal psuje to rola Craiga, więc moim zdaniem nie. Bond to również były jego gadżety, mniej lub bardziej realne, ale robiły wrażenie. W tym filmie wręcz jest wyszydzanie tego typu urządzeń przez "nowego" Q.

 

2) portret psychologiczny Bonda.

Czyli agent ma dość. Biorąc pod uwagę, że w książkach Iana agent 007 jest skomplikowaną, wyrachowaną postacią podchodzącą czysto zawodowo do sprawy, to takie rozterki Jamesa nie pasują mu zwyczajnie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę jego "urlop pośmiertny". Z mojego dotychczasowego obrazu postaci (wykreowanego na podstawie książek i klasycznych Bondów) 007 po odzyskaniu sił by się co najmniej zgłosił do Londynu z tekstem "żyję, wracam za tydzień". Tutaj dopiero zamach w Londynie jest bodźcem do powrotu, w którym bohater i tak sygnalizuje, że nie jest zachwycony tą perspektywą. Emocje Bonda na koniec (aż tak nie będę spoilerować;-)) też po prostu powalają.

 

3) wprowadzenie "klasyki Bonda".

Kogo brakowało w poprzednich dwóch filmach z Craigem? Który klasyczny element filmów, będący swoistą historią samą w sobie na przestrzeni XX filmów nie było?

Przychodzą do głowy dwie rzeczy: Q i Moneypenny.

O ile tego pierwszego mniej lub więcej usiłowano wcisnąć we wszystkich trzech filmach z Danielem jako Bondem (z coraz gorszym skutkiem, aż do osiągnięcia apogeum w "Skyfall"), o tyle Moneypenny zwyczajnie nie było.

Nie było półsłówek, podtekstów czy zwykłej droczenia się niezwykłej pary Bond-Moneypenny.

I jak pewnie się domyślacie, teraz Moneypenny się pojawia. Dobór aktorki - nieudany. Wprowadzenie jej do historii - gdyby nie jedna scena w Chinach - byłaby całkiem udana! Cóż, też skopali.

 

Co mi się podobało? Klasyczny Aston Martin który się pojawia (jako własność prywatna Bonda, o czym wiemy z czasów gdy Bondem był Pierce Brosnan), a w dodatku wciąż posiada udogodnienia starego, dobrego i jak się okazuje niezastąpionego Q.

Do tego na pewno scena "gejowska". Obejrzycie, będziecie wiedzieć. Ale możecie na DVD, nie jest to warte wycieczki do kina.

Pojedyncze zdania (via komentarz M na temat noclegu Bonda) też są niezłe.

 

Brakło humoru sytuacyjnego, tak charakterystycznego dla tej postaci. Wspomnianych gadżetów czy po prostu zimnego profesjonalisty jakim był Bond również. O jakiejś charakterystycznej, posiadającej osobowość kochanki agenta nie wspominając. Nie można też nie wspomnieć o zbyt wielu przytykach odnośnie wieku naszego agenta. Widać, że 30 lat to on nie ma, ale takich półsłówek czy uwag było aż za dużo i po drugim razie po prostu przestało być zabawne.

 

Krótko mówiąc: jak film sensacyjny OK.

Jako film opatrzony dobrze znanym trademarkiem Ian Fleming's James Bond 007® absolutnie nie.

 

Obejrzeć na DVD można, do kolekcji zapewne załączę również - ale przez sentyment dla postaci i tego, że mam całą serię, nie z powodu walorów tego filmu, których zbyt wiele nie ma...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (222) | dodaj komentarz

wtorek, 26 września 2017

Licznik odwiedzin:  985 171  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

O moim bloogu

Młody (coraz mniej), ambitny (coraz więcej) człowiek z własnymi poglądami. Nie korzystam z jednego źródła, nie ufam bezwarunkowo tylko jednej stronie, w każdej sytuacji staram się patrzeć na...

więcej...

Młody (coraz mniej), ambitny (coraz więcej) człowiek z własnymi poglądami. Nie korzystam z jednego źródła, nie ufam bezwarunkowo tylko jednej stronie, w każdej sytuacji staram się patrzeć na punkt widzenia innych i na tym opieram swoją opinię.
Czasem bezkompromisowo, czasem łagodnie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 985171

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Film

Pytamy.pl